piątek, 23 maja 2014

Zagłosujesz


Od dłuższego czasu jestem miłośniczką duńskiej kinematografii. Odkąd mogę, głosuję też
w wyborach do Europarlamentu. Okazuje się, iż w tym roku mam okazję przeanalizować oba te zjawiska jednocześnie, bowiem w nieoczekiwany dla mnie sposób, zetknęły się one w momencie promowania udziału w wyborach wśród młodych Duńczyków. Przekaz wykreowany w Danii niespodziewanie wzbudził zainteresowanie całej Europy i skłonił do dyskusji nad naszym, prawdziwie europejskim systemem wartości.

Zacznijmy jednak od szerszego omówienia zjawiska. W Polsce okres przed wyborami
do Parlamentu Europejskiego
kojarzy się źle. Jest to gratka dla wszelkiej maści specjalistów od reklamy i public relations – wreszcie można wykazać się swoją znajomością tematu i skrytykować nieudolne próby polityków by przykuć uwagę odbiorców. Odbiorcy zaś, na przykład ja, najpierw zwracają uwagę na omawiane przekazy a następnie, ze zmieszaniem graniczącym z przerażeniem, odwracają wzrok. Razi nie polityka sama w sobie i nawet nie populistyczne hasła wyborcze
(a przynajmniej nie tylko to). Poraża sposób realizacji spotów, techniczna strona filmów, ich wątpliwa estetyka i dyskusyjne zdolności copywriterów, którzy tworzyli hasła wyborcze. Pomiędzy reklamą margaryny do pieczenia „Palma z Murzynkiem” a spotem kremu do twarzy promowanego przez aktorkę 50+ bez żadnej zmarszczki na twarzy, rzucają się w oczy kiczowate, brzydkie, nieciekawe, odstręczające realizacje, „zachęcające” do głosowania na poszczególnych kandydatów. Całość takiego bloku reklamowego wydaje się być zaskakująco spójna pod względem treści i odczuwanego poziomu manipulacji oraz w interesujący sposób różnorodna pod względem wykorzystanych technik wizualnej ekspresji. Powszechna krytyka spotów wydaje się być tak samo uzasadniona, co zastanawiająca. W takich momentach bowiem, niezmiennie zadaję sobie pytanie: skoro wszyscy eksperci w dziedzinie reklamy, marketingu, wizerunku, którzy wypowiadają się
w mediach krytykują polskie spoty wyborcze, to kto je tak naprawdę tworzy?

Brodząc pośród natłoku brzydkich i odrzucających realizacji, polskie społeczeństwo stara się zadecydować, na kogo warto zagłosować a kto nigdy nie powinien reprezentować Polski na arenie międzynarodowej. Przejdźmy więc do kolejnego zagadnienia związanego z wyborami
do Europarlamentu
, a mianowicie – do kwestii samego udziału w wyborach. Powszechnie wiadomo, iż frekwencja jest tu zwykle niewielkie, a na pewno – niesatysfakcjonująca. Coraz popularniejsze stają się więc akcje, które zachęcają obywateli do oddania swojego głosu. Zwykle akcje te skierowane są do osób młodych, widać rządy europejskich krajów zgodnie twierdzą, iż należy inwestować w młodzież, starszych spisując na straty. Za 20 lat połowa populacji w wielu krajach europejskich będzie miała więcej niż 50 lat, także należy docenić ów brak logiki w działaniu. Niemniej jednak, jako osoba względnie młoda, zainteresowałam się spotem, którym sam Parlament Europejski zachęca nas do głosowania. Spot pod tytułem „And then came
a lot of sheep” to interesujący sposób wykorzystania storytellingu, by zaangażować widza
w odbiór komunikatu. Z owym filmem zetknęłam się na portalu youtube.com – emitowany był jako reklama przed właściwym materiałem video. Oczywiście, po kilku sekundach taką reklamę można pominąć. Ku mojemu własnemu zaskoczeniu – obejrzałam ją od początku do końca, straciłam całe dwie minuty mojego jakże cennego czasu (nie wiem dlaczego jest cenny, ale wszyscy tak mówią, więc ja także). Z mojego skromnego doświadczenia wynika, iż obejrzenie reklamy poprzedzającej film na portalu youtube.com to niezwykle rzadki przypadek. Dobry soundtrack, świetne zdjęcia
i montaż, wciągająca historia chłopaka, który po raz pierwszy w życiu ma szansę oddać głos w wyborach (co okazuje się niełatwym zadaniem) – wszystko to sprawia, że chętnie oglądamy taki komunikat.

Jednak oprócz samego Parlamentu Europejskiego, do głosowania w wyborach zachęcają swoich obywateli również poszczególne państwa europejskie i ich rządy. Polskie realizacje pominę
z aż nazbyt oczywistych powodów. Nie znaczy to jednak, iż spoty w innych krajach można uznać za bardziej udane. Duński parlament bowiem, zaczął zachęcać młodych do głosowania emitując kreskówkę. Kreskówkę specyficzną. Otóż, głównym bohaterem jest w niej Voteman („ten, który głosuje”). Bohater dawniej był zwykłym, nieciekawym chłopakiem, ale za misję życiową obrał sobie zmuszanie ludzi, do udziału w głosowaniu. W pewnym momencie swojego życia zdał sobie sprawę, iż nie oddając głosu w wyborach nie ma żadnego wpływu na regulacje klimatyczne, dotacje
w zakresie rolnictwa, zawartość chemikaliów w zabawkach czy nawet na obostrzenia w kwestii ilości cynamonu w jego ulubionych ciastkach.  Filmik rozpoczyna się rozmową dwóch kolegów. Jeden z nich czyta ulotkę opatrzoną flagą Unii Europejskiej i podejmuje decyzję, iż nie zagłosuje w wyborach. Po chwili zostaje z niego sama zakrwawiona głowa. Kolejny kadr przedstawia umięśnionego mężczyznę uprawiającego seks zbiorowy. Nie ma niedomówień, subtelności ani niejasnego przekazu – otrzymujemy jasny komunikat, widząc nagiego mężczyznę otoczonego przez wianuszek na wpół rozebranych, eksponujących swoje piersi i pośladki kobiet. Narządy płciowe są ocenzurowane. Voteman odbiera telefon – ktoś donosi mu o konieczności interwencji. Ubiera się więc, używa delfinów niczym nart wodnych i dociera na duńską ziemię, by siłą i przemocą zmusić obywateli do zawitania w pobliże urn wyborczych. Okłada ludzi pięściami po twarzy, wrzuca ich do lokalu wyborczego, nachodzi parę uprawiającą seks w łóżku by po chwili wyrzucić ich przez okno. Kreskówka została szybko wycofana z emisji, usunięta z profilu parlamentu duńskiego na portalu facebook i youtube, jednak odnalezienie jej w sieci nie stanowi problemu. Spot, na większości polskich stron internetowych, określony został jako „18+” (należy potwierdzić, iż jest się osobą pełnoletnią, zanim uzyska się możliwość obejrzenia go), bądź opatrzony jest komentarzem „Uwaga, spot zawiera treści wulgarne i brutalne”.

Przewodniczący parlamentu duńskiego Mogens Lykketoft wystosował komunikat:
„Wielu ludzi, do których opinii mam głęboki szacunek, oceniło film poważniej, jako bardziej obraźliwy niż to było zamierzone. Reakcje w mediach społecznych dzielą sie między tych, którzy uważają, że ten film to nieakceptowalna wulgarność, a tych, którzy myślą, że to niewybredny, ale akceptowalny humor, aby zwrócić uwagę na wybory 25. maja. Ta druga reakcja była tą zamierzoną. Przyznaję jednak,
że w przyszłości Parlament jako instytucja powinien bardziej zwracać uwagę na to pod czym się podpisuje.”
Na portalach facebook oraz wykop.pl pojawiły się rozmaite, czasem bardzo kreatywne komentarze, na przykład:

  • „Najlepiej zachęcą spotem...Jak nie pójdziesz, to cię zarżniemy jak żyrafę. Szurnięci Wikingowie.”

  • „Fuj, demokracja coraz niżej upada.”

  • „Swoją drogą… Zobaczcie, że nawet nie kryją tego, że chcą regulować takie głupoty jak np. ilość cynamonu w ciastku.”

  • „Ogólnie państwa skandynawskie mają manię na temat roli kobiety w  społeczeństwie oraz  właśnie reklamowaniu kobiet w negliżu, także zdziwiła mnie taka odważna formuła reklamy stworzonej przez rząd duński. Całe szczęście, widzę że chyba w Danii powoli się kończy tak daleko posunięta poprawność polityczna :)”
  • „To nie może być proeuropejski klip. Brak pedalskiej pary i kobiety z brodą”.


Pozostałe spostrzeżenia:
  •  delfiny w skórzanych obrożach z ćwiekami to ewidentny obraz znęcania się
    nad zwierzętami;
  •    zwróćmy uwagę na cenną informację na końcu klipu:
    „Żaden hipster nie ucierpiał podczas realizacji filmu”.
Reasumując, już w nieco bardziej poważny sposób, chcę podkreślić, że osobiście nie mogę oprzeć się wrażenie, iż tego typu spot mógł zostać wykreowany jedynie przez młody zespół ludzi, którzy walczą z konwenansami i dopiero rozpoczynają swoją karierę w branży reklamowej. Nie dziwi mnie fakt, iż taka reklama została stworzona, w żaden sposób nie zaskakuje mnie jej treść. Zadziwia jednak kilka innych kwestii. Po pierwsze, połączenie poważnej tematyki i istotnego dla Europy wydarzenia z beztroskim, dość wulgarnym i nietypowym przekazem. Po drugie, komunikat promujący udział w wyborach, który raczej zniechęca do głosowania, wzbudzając jedynie kontrowersje. Po trzecie, kampania łamiąca wszelkie zasady szeroko pojętej i szeroko promowanej poprawności politycznej i, po czwarte, przekroczenie granic nie tylko poprawności politycznej, ale także dobrego smaku. Nie sposób jednak zaprzeczyć, iż zgodnie z tym, co można przeczytać na wielu forach dyskusyjnych, duński spot stworzył możliwość otwartej dyskusji na temat wyborów do Parlamentu Europejskiego czy polityki europejskiej. Szkoda, iż dyskusja ta zdaje się być daleka od wszelkich istotnych zagadnień i merytorycznych argumentów.

piątek, 16 maja 2014

Dla kawoszy

Coś specjalnie dla mnie! Zakrętka Nescafe ze świecącym budzikiem - doprawdy niezły design. Kawka z rana żeby się obudzić, kawka przed południem - by zasiąść do pracy, kawka po obiedzie - na deser, na podwieczorek także, kawka do kolacji - żeby nie zasnąć zbyt wcześnie, kawka przed snem - żeby mieć szybsze sny. O tak :)

 






Oczywiście, dla zachowania równowagi organizmu, zieloną herbatę także lubię. Szczególnie tak ładnie zapakowaną:
















Źródła:
http://www.packagingoftheworld.com/2014/05/nescafe-alarm-cap.html
 http://www.packagingoftheworld.com/2014/05/greenlife-tea.html

czwartek, 17 kwietnia 2014

Zbędny Photoshop

Kwestia nierozerwalnie związana z reklamą - retusz cyfrowy/ nadużywanie photoshopa/ fałszowanie rzeczywistości. Nie mam nic przeciwko perfekcji i pięknu, ale czasem aż trudno jest patrzeć na kobiety i mężczyzn bez żadnej zmarszczki, całkowicie beztłuszczowych, gładkich, wspaniałych, tak idealnych, że aż niemożliwym jest, by naprawdę istnieli. Owemu trendowi sprzeciwia się fotografka Jade Beall ze swoim projektem "A Beautiful Body Project",
o którym wspominałam już na tym blogu. Polecam po raz kolejny!










Źródła:
http://www.abeautifulbodyproject.com/
http://www.edziecko.pl/rodzice/1,79353,14411618,Bez_Photoshopa__ona_pokazuje__ze_kobiece_cialo_po.html

poniedziałek, 10 marca 2014

Literatura a marketing

Książka, która się sprzedaje (niekoniecznie dobra)
ma ogromny potencjał. Czytelnicy zafascynowani opisanymi historiami pragną upodobnić się do ich bohaterów. W związku z tym powstaje cały "okołoksiążkowy" przemysł, który stara się im to umożliwić. Oczywiście za odpowiednią opłatą. Tak więc, możemy zakupić materiały kolekcjonerskie, pocztówki, naklejki, żetony, plakaty, figurki, gry planszowe i komputerowe związane z naszymi ulubionymi postaciami książkowymi. Możemy też wczuć się w ich role. Ciekawym przypadkiem jest tu książka wątpliwej, że tak to nazwiemy, jakości, acz sprzedająca się świetnie i stanowiąca społeczny fenomen - "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Historia przyniosła ponoć wiele korzyści, np. w postaci wzrostu świadomości na temat seksualności wśród kobiet, wyzwolenia się ze schematów i stereotypów. Przyniosła też zyski dla dość specyficznego przemysłu.
 
Bo najważniejsze jest wykorzystanie odpowiedniego momentu, na promowanie odpowiednich produktów. 













Źródła:

czwartek, 6 lutego 2014

Niezdrowa zdrowa żywność

Dlaczego wolę zwykłą drożdżówkę od produktów (rogalików, bułeczek) pięknie zapakowanych
w kolorowe, plastikowe opakowanie, jakie kupić można w niemal każdym sklepie spożywczym? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Tego typu przysmaki to dla mnie w 100% produkt sztuczny, z tzw. bezterminową przydatnością do spożycia, który prawdopodobnie nigdy nie spotkał się z mąką, czekoladą czy innym naturalnym składnikiem. Może nieco przesadziłam, ale zależy mi na podkreśleniu moich, i nie tylko moich motywów, dla których staram się unikać takowych "posiłków". Rogalik/drożdżówkę tego typu postrzegam jako słodycz, używkę, na równi
z batonikiem czy czipsami.

Okazuje się, iż powyższy tok rozumowania, został dostrzeżony przez twórców najnowszej kampanii reklamowej firmy produkującej rogaliki 7 days. Firma wprowadza bowiem na rynek nowy produkt: Borseto. Jak jednak skutecznie wprowadzić na rynek coś, co jest już dostępne
w podobnej postaci? Znaleźć cechę wyróżniającą, a jeśli takiej nie ma - wykreować ją. Najlepiej byłoby także, aby taka cecha trafiała w aktualną modę, na przykład tę na zdrową, pozbawioną konserwantów żywność. Reklama Borseto wydaje się być więc strzałem w dziesiątkę. Oczywiście jeśli założyć, że my - młodzi ludzie - jesteśmy "inteligentni inaczej".

W związku z tym, Borseto reklamowane jest jako "następca drożdżówki". Tak samo smaczne
i zdrowe, ale higienicznie zapakowane - żadnych zarazków! Do tego wypiekane tradycyjną metodą, z czterech zbóż, zawsze świeże i miękkie. Ot, kolejna reklama, która zakłada,
że odbiorcy nie myślą. Może i słusznie.

Koncepcja kreatywna i realizacja kampanii to dzieło agencji Red8 Advertising.
Akcja zaplanowana była na czas od 10 października 2013 do 26 listopada 2013. Do mnie dotarła dopiero kilka dni temu. Być może nie zaliczam się już do targetu, czyli ludzi młodych, ale z tym bym jednak polemizowała ;)

W ramach ciekawostki polecam zajrzeć na stronę Czytamy Etykiety, gdzie wyszczególniony jest skład produktu oraz nieźle napisana "recenzja".





Źródła:
http://www.wirtualnemedia.pl
http://czytamyetykiety.pl/

piątek, 31 stycznia 2014

Great drives

Niedawno natknęłam się na kampanię reklamową Jaguara, pod hasłem "Great drives". Kampania skupiona przede wszystkim na przekazie wizualnym, z którym świetnie komponuje się tekst: "Jaguar. Great drives" wraz z nazwą słynnej, stanowiącej wyzwanie dla kierowcy, drogi. Dlaczego ta kampania utkwiła mi w pamięci? Ano dlatego, że od razu zaczęłam się zastanawiać,
jak wyglądałaby taka sztandarowa, polska droga... Pewnie też stanowiłaby wyzwanie dla kierowcy, ale niekoniecznie pod względem specyficznego ukształtowania terenu czy nieziemskich krajobrazów.



















Źródło:

poniedziałek, 27 stycznia 2014

To może poczekać

"It can wait" ("To może poczekać") jest hasłem kampanii społecznej, przedstawiającej tragiczne skutki pisania smsów podczas prowadzenia samochodu.
Na stronie internetowej akcji, www.itcanwait.com, możemy przeczytać, iż żaden sms, mail, strona internetowa czy nagranie video nie jest warte tego, by narażać życie swoje i innych uczestników ruchu. Znajdziemy tam również historie osób, które stały się ofiarami podobnych, nieodpowiedzialnych zachowań.

Adresatami akcji są głównie młodzi kierowcy, nie zdający sobie sprawy z ryzyka, jakie podejmują. Nadawcami i sponsorami są takie firmy telekomunikacyjne, jak: AT&T, T-Mobile, Sprint i Verizon, co oznacza, że mamy do czynienia ze społecznym zaangażowaniem przedsiębiorstw, społeczną odpowiedzialnością biznesu.

Niezwykle interesującym elementem kampanii jest film krótkometrażowy w reżyserii niezrównanego Wernera Herzoga "From one second to the next" ("Z sekundy na sekundę").
W obrazie wystąpiły ocalałe ofiary wypadków spowodowanych pisaniem/odbieraniem smsów podczas jazdy, jak również ich rodziny, bliscy osób, które zginęły i sprawcy wypadków. 




Źródła:
http://www.kampaniespoleczne.pl
http://www.itcanwait.com/