Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktualności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktualności. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2016

"Be present", czyli o paradoksach przedświątecznego konsumpcjonizmu

W ostatnich dniach zaczął udzielać się mi nastrój świąteczny. Czy to za sprawą śniegu, kolorowych lampek czy może tłumów w galeriach handlowych, trudno ocenić. Pospolite ruszenie w stronę wielkich przestrzeni zakupowych było z pewnością uzasadnione takim wydarzeniem, jak black friday, który następnie przemienił się w trzydniowy black friday weekend, który z kolei płynnie przekształcony został w cyber monday. Szał zakupów trwa w najlepsze, nawet Biedronka, Lidl i tym podobne sklepy wprowadziły swój "black friday", co akurat dla mnie zakrawało o lekką groteskę.

Również w reklamach radiowych, telewizyjnych i wszelkich innych nastrój Bożego Narodzenia jest nie tyle wyczuwalny, co wrzeszczący i przypuszczający zmasowany atak na konsumenta. Innaczej określić tego się nie da. Ja natomiast, z ogromną fascynacją przyglądam się trendowi, który pojawił sie już w ostatnich latach ale teraz wydaje się przybierać na sile. Wielkie firmy budują całe akcje marketingowe na podstawie owego trendu

A teraz do rzeczy. Mam na myśli reklamy, w któych słyszymy i widzimy, żeby nie kupować. Przekonują nas do tego, żeby się zatrzymać, odłożyć wszelkie sprzęty elektroniczne, zaniechać konsumpcjonizmu i poświęcić czas rodzinie, dzieciom, bliskim. Zachęcają, by "poczuć magię Świąt".

Zachodzę w głowę, jaki tutaj mamy paradoks. Niemal płaczemy ze wzruszenia widząc, jak zapracowana mama odkłada tablet Huawei i spędza radosny czas z synem. Jak niesamowicie przedstawione są tu ogromne możliwości sprzętu oferowanego przez producenta, gdy widzimy pracującą z domu matkę, która niemalże dosłownie znajduje się w swoim biurze; kiedy widzimy robiącą selfie siostrę, mogącą natychmiast nawiązać połączenie z setkami swoich przyjaciół; gdy zawuażamy ojca, który za sprawą swojej komórki niemalże uczestniczy w meczu piłki nożnej, przeżywając prawdziwe emocje i radość. 

Jednak reklama mówi, że mamy to wszystko odłożyć na bok i cieszyć się czasem spędzonym z najbliższymi. Czyli przekaz jest jasny - odłóż smartfona na bok, ale pamietaj, że musi być to najlepszy, właśnie TEN smartfon, żaden inny. Najpierw musisz konsumpcjonistyczne kupić ten cudwony sprzęt, żebyś następnie mógł go antykonsumpcjonistycznie odłożyć (na chwileczkę) na bok.

Podobną reklamą raczy nas również sieć sklepów ENDEKA. Nie zachęca do robienia zakupów, gotowania, sprzątania, pracowania ale do spędzenia czasu z dziećmi. Czas z dziećmi przedstawiany jest jednak przy pięknie i suto zastawionym stole, wśród uroczych, świątecznych dekoracji. Kolejne mały paradoks.

Oczywiście nie krytykuję powyżej wspomnianych przekazów. Mnie samą takie reklamy wzruszają czy też rozczulają. Lubię je, chętnie oglądam. Widzę tu nawet poniekąd coś na kształt społecznej odpowiedzialności biznesu. Jednak to tylko "coś na kształt", bo też cały czas towarzyszy mi myśl o braku logiki w tym wszystkim i zastanawiam się, czy aby ktoś nie gra aż za bardzo na moich emocjach. 

Edit: Nie minął jeden dzień, a ja natknęłam się na kolejną reklamę dokładnie w tym stylu, tym razem allegro, filmik załączam na samym dole. Enjoy!
 
 
Huawei #bepresent:
 
 
 
EDEKA:
 
 
 
Allegro:
 
 
 

poniedziałek, 1 września 2014

Jak wygląda twoja "Omote"?

Przeczytawszy nagłówek jednego z artykułów na stronie Lost At E Minor pomyślałam, iż za jakiś czas będę mogła spać dłużej niż zwykle, bo chwile jakie poświęcam na makijaż nie będą ciągnęły się w nieskończoność. Tytuł artykułu dotyczy bowiem kwestii "Electronic Makeup", czyli makijażu wykonywanego elektronicznie, poprzez projekcję obrazów w czasie rzeczywistym na twarzy modelki. Prawdopodobnie moje nadzieje były płonne, jednakże zagadnienie wciąż warte jest uwagi.

Urządzenie tworzy model 3D twarzy, po czym rozpoczyna "malowanie". Możliwe jest uzyskanie wszelkich, nawet najbardziej zaskakujących obrazów, które dopasowują się do kształtu i ułożenia głowy. 

Całość wykreowana została przez japońskiego artystę Nobumichi Asai, przy współpracy charakteryzatora Hiroto Kwahara oraz francuskiego inżyniera - specjalisty w zakresie obrazów generowanych cyfrowo - Paula Lacroix. Nie dziwi mnie więc fakt, że w kreacji tej możemy dopatrywać się ukrytego przesłania. Tworzenie bowiem - przy pomocy technologicznych nowinek - kolejnych masek, pod którymi ukryjemy swoje prawdziwe oblicze doskonale wpisuje się w dość pesymistyczną wizję przyszłości, tudzież teorię płynnej nowoczesności. 

Sama technologia określana jako face-mapping istnieje już od kilku lat za sprawą firmy Samsung i jej kampanii marketingowej. Artysta twierdzi jednak, iż pragnął skupić się nie na technologii lecz na zagadnieniu, jakim jest ekspresja piękna oraz sztuka makijażu i charakteryzacji. Celem zespołu była również prezentacja japońskiego poczucia piękna szerszej, światowej publiczności.

Dodajmy jeszcze, zgodnie z informacjami widniejącymi na stronie internetowej artysty, iż "Omote" jest japońskim słowem oznaczającym "twarz" lub "maskę". Uważa się, że twarz jest rodzajem lustra, które odbija ludzką duszę oraz barierą pomiędzy "Omote" - tym co zewnętrzne a "Ura" - wnętrzem. Dodatkowo, w tzw. "Nogaku", czyli klasycznych japońskich sztukach muzycznych, maski Omote służą wyrażaniu wielkiej różnorodności dramatycznych emocji.



OMOTE / REAL-TIME FACE TRACKING & PROJECTION MAPPING from something wonderful on Vimeo.



Źródła:
http://www.nobumichiasai.com
http://www.lostateminor.com
http://vimeo.com/
http://time.com

poniedziałek, 21 lipca 2014

Liczy się jakość a nie tempo

Współcześnie traktujemy czas jako wartość samą w sobie. Duży błąd. Dopiero to, jak ów czas wykorzystamy może być cenne. Nie da się jednak ukryć, iż spieszymy się dużo i często, nieustannie gdzieś biegniemy. Zdarzają się jednak momenty - mam przynajmniej taką nadzieję -
iż czasu mamy nieco więcej niż zwykle, chcemy odpocząć, docenić uroki otoczenia, być tu i teraz. Naprzeciw takiej potrzebie wychodzi Yahoo.

W dobie spektakularnego rozwoju w zakresie funkcjonowania i użytkowania urządzeń, programów, aplikacji GPS Yahoo przygotowuje algorytm, który ma wyróżnić tę wyszukiwarkę tras spośród wszystkich innych.  Nowy sposób wyznaczania drogi z punktu A do punktu B jest jeszcze w fazie testów, jednak zapowiada się całkiem ciekawie. Mowa o algorytmie, który będzie nam umożliwiał wybór spośród kilku tras: najkrótszej, najpiękniejszej, najmniej zatłoczonej i wywołującej największe zadowolenie.  Bywa, iż trasa proponowana przez urządzenie GPS nie jest ani ładna,
ani interesująca, czasem wręcz przeciwnie. W związku z tym możliwość wyboru pomiędzy drogą najszybszą a tą, która jest ładniejsza wydaje się być dużym udogodnieniem.

Nowy sposób ułatwiający nam dotarcie do celu opracowywany jest przez zespół z Yahoo Labs
w Barcelonie, któremu przewodzi Daniel Quercia. Tworzenie algorytmu opiera się między innymi na wyborach Internautów. Stworzona na potrzeby projektu strona UrbanGems pozwala wybrać jedno z dwóch zdjęć, które naszym zdaniem przedstawia piękniejszą okolicę. Zdjęcia pochodzą z Google Streetview i Geograph. Na razie prezentują jedynie Londyn, ale wkrótce pojawić się mają też inne lokalizacje. Badania nad algorytmem, który będzie wyszukiwał najpiękniejszą trasę wydają się być jednak żmudne i skomplikowane, ponieważ wrażenia estetyczne są kategorią wysoce subiektywną, a poszczególne miejsca same w sobie mogą charakteryzować się zróżnicowanym poziomem atrakcyjności ze względu na porę dnia czy porę roku.

Daniel Quercia zauważa, że opisywana technologiczna modyfikacja urządzeń GPS może przyczynić się do sposobu w jaki projektowane są produkty związane z technologią, inżynierią. Podkreśla,
iż zwykle takie produkty zaprojektowane są z myślą o jak najwyższej efektywności. Jednakże większa efektywność nie zawsze jest synonimem szczęścia.



Źródła:
 

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Zmysły schwytane w smartfonie

Kilkukrotnie zaobserwowałam, iż w Sieci przy zdjęciach apetycznie wyglądających potraw znaleźć można komentarze wyrażające rozczarowanie, iż za pośrednictwem komputera czy smartfona nie da się przesłać smaku i zapachu, a jedynie wizerunek smakowitego posiłku. Prawdopodobnie ów "defekt" technologiczny zauważyło już wielu użytkowników Internetu i nie tylko. Ogromnie cieszy mnie natomiast fakt, iż niektórzy z takowych użytkowników zapragnęli zmierzyć się
ze wspomnianym ograniczeniem. To właśnie dzięki tym kreatywnym osobom mamy do czynienia
z coraz to nowszymi i bardziej zaskakującymi wynalazkami, często przekraczającymi granice wyobraźni.

Na pomysł jak przesłać zapach za pomocą smartfona wpadła Sook Yin Fong, studentka
z Singapuru. Młoda projektantka stworzyła Scentses (nazwa od angielskiego Scent i Senses,
czyli ZapachZmysły) - nakładkę na smartfona, która w połączeniu z dedykowaną aplikacją będzie analizować wybrany zapach i przesyłać informację o nim do smartfona innego użytkownika, również posługującego się tym udogodnieniem.



Oczywiście za produktem podąża również godna pochwały idea. Wynalazek ma bowiem promować własnoręczne przygotowywanie posiłków, a co za tym idzie - zdrowy tryb życia. Wykorzystuje nietradycyjne metody by propagować tradycyjny model odżywiania i inspirować nas
do doświadczania wszystkimi pięcioma zmysłami radości jedzenia. Używanie Scentses ma pozwolić na pełniejszy kontakt z osobami o podobnych zainteresowaniach, nawiązywanie wartościowych znajomości i propagowanie zdrowych nawyków żywieniowych. 



Całość stworzona została w związku z konkursem Electrolux Design Lab 2014, który ma umożliwiać młodym i kreatywnym projektantom oraz studentom  związanym z technologią stworzenie wynalazków będących odpowiedzią na potrzeby współczesnego stylu życia.





Źródła:

piątek, 23 maja 2014

Zagłosujesz


Od dłuższego czasu jestem miłośniczką duńskiej kinematografii. Odkąd mogę, głosuję też
w wyborach do Europarlamentu. Okazuje się, iż w tym roku mam okazję przeanalizować oba te zjawiska jednocześnie, bowiem w nieoczekiwany dla mnie sposób, zetknęły się one w momencie promowania udziału w wyborach wśród młodych Duńczyków. Przekaz wykreowany w Danii niespodziewanie wzbudził zainteresowanie całej Europy i skłonił do dyskusji nad naszym, prawdziwie europejskim systemem wartości.

Zacznijmy jednak od szerszego omówienia zjawiska. W Polsce okres przed wyborami
do Parlamentu Europejskiego
kojarzy się źle. Jest to gratka dla wszelkiej maści specjalistów od reklamy i public relations – wreszcie można wykazać się swoją znajomością tematu i skrytykować nieudolne próby polityków by przykuć uwagę odbiorców. Odbiorcy zaś, na przykład ja, najpierw zwracają uwagę na omawiane przekazy a następnie, ze zmieszaniem graniczącym z przerażeniem, odwracają wzrok. Razi nie polityka sama w sobie i nawet nie populistyczne hasła wyborcze
(a przynajmniej nie tylko to). Poraża sposób realizacji spotów, techniczna strona filmów, ich wątpliwa estetyka i dyskusyjne zdolności copywriterów, którzy tworzyli hasła wyborcze. Pomiędzy reklamą margaryny do pieczenia „Palma z Murzynkiem” a spotem kremu do twarzy promowanego przez aktorkę 50+ bez żadnej zmarszczki na twarzy, rzucają się w oczy kiczowate, brzydkie, nieciekawe, odstręczające realizacje, „zachęcające” do głosowania na poszczególnych kandydatów. Całość takiego bloku reklamowego wydaje się być zaskakująco spójna pod względem treści i odczuwanego poziomu manipulacji oraz w interesujący sposób różnorodna pod względem wykorzystanych technik wizualnej ekspresji. Powszechna krytyka spotów wydaje się być tak samo uzasadniona, co zastanawiająca. W takich momentach bowiem, niezmiennie zadaję sobie pytanie: skoro wszyscy eksperci w dziedzinie reklamy, marketingu, wizerunku, którzy wypowiadają się
w mediach krytykują polskie spoty wyborcze, to kto je tak naprawdę tworzy?

Brodząc pośród natłoku brzydkich i odrzucających realizacji, polskie społeczeństwo stara się zadecydować, na kogo warto zagłosować a kto nigdy nie powinien reprezentować Polski na arenie międzynarodowej. Przejdźmy więc do kolejnego zagadnienia związanego z wyborami
do Europarlamentu
, a mianowicie – do kwestii samego udziału w wyborach. Powszechnie wiadomo, iż frekwencja jest tu zwykle niewielkie, a na pewno – niesatysfakcjonująca. Coraz popularniejsze stają się więc akcje, które zachęcają obywateli do oddania swojego głosu. Zwykle akcje te skierowane są do osób młodych, widać rządy europejskich krajów zgodnie twierdzą, iż należy inwestować w młodzież, starszych spisując na straty. Za 20 lat połowa populacji w wielu krajach europejskich będzie miała więcej niż 50 lat, także należy docenić ów brak logiki w działaniu. Niemniej jednak, jako osoba względnie młoda, zainteresowałam się spotem, którym sam Parlament Europejski zachęca nas do głosowania. Spot pod tytułem „And then came
a lot of sheep” to interesujący sposób wykorzystania storytellingu, by zaangażować widza
w odbiór komunikatu. Z owym filmem zetknęłam się na portalu youtube.com – emitowany był jako reklama przed właściwym materiałem video. Oczywiście, po kilku sekundach taką reklamę można pominąć. Ku mojemu własnemu zaskoczeniu – obejrzałam ją od początku do końca, straciłam całe dwie minuty mojego jakże cennego czasu (nie wiem dlaczego jest cenny, ale wszyscy tak mówią, więc ja także). Z mojego skromnego doświadczenia wynika, iż obejrzenie reklamy poprzedzającej film na portalu youtube.com to niezwykle rzadki przypadek. Dobry soundtrack, świetne zdjęcia
i montaż, wciągająca historia chłopaka, który po raz pierwszy w życiu ma szansę oddać głos w wyborach (co okazuje się niełatwym zadaniem) – wszystko to sprawia, że chętnie oglądamy taki komunikat.

Jednak oprócz samego Parlamentu Europejskiego, do głosowania w wyborach zachęcają swoich obywateli również poszczególne państwa europejskie i ich rządy. Polskie realizacje pominę
z aż nazbyt oczywistych powodów. Nie znaczy to jednak, iż spoty w innych krajach można uznać za bardziej udane. Duński parlament bowiem, zaczął zachęcać młodych do głosowania emitując kreskówkę. Kreskówkę specyficzną. Otóż, głównym bohaterem jest w niej Voteman („ten, który głosuje”). Bohater dawniej był zwykłym, nieciekawym chłopakiem, ale za misję życiową obrał sobie zmuszanie ludzi, do udziału w głosowaniu. W pewnym momencie swojego życia zdał sobie sprawę, iż nie oddając głosu w wyborach nie ma żadnego wpływu na regulacje klimatyczne, dotacje
w zakresie rolnictwa, zawartość chemikaliów w zabawkach czy nawet na obostrzenia w kwestii ilości cynamonu w jego ulubionych ciastkach.  Filmik rozpoczyna się rozmową dwóch kolegów. Jeden z nich czyta ulotkę opatrzoną flagą Unii Europejskiej i podejmuje decyzję, iż nie zagłosuje w wyborach. Po chwili zostaje z niego sama zakrwawiona głowa. Kolejny kadr przedstawia umięśnionego mężczyznę uprawiającego seks zbiorowy. Nie ma niedomówień, subtelności ani niejasnego przekazu – otrzymujemy jasny komunikat, widząc nagiego mężczyznę otoczonego przez wianuszek na wpół rozebranych, eksponujących swoje piersi i pośladki kobiet. Narządy płciowe są ocenzurowane. Voteman odbiera telefon – ktoś donosi mu o konieczności interwencji. Ubiera się więc, używa delfinów niczym nart wodnych i dociera na duńską ziemię, by siłą i przemocą zmusić obywateli do zawitania w pobliże urn wyborczych. Okłada ludzi pięściami po twarzy, wrzuca ich do lokalu wyborczego, nachodzi parę uprawiającą seks w łóżku by po chwili wyrzucić ich przez okno. Kreskówka została szybko wycofana z emisji, usunięta z profilu parlamentu duńskiego na portalu facebook i youtube, jednak odnalezienie jej w sieci nie stanowi problemu. Spot, na większości polskich stron internetowych, określony został jako „18+” (należy potwierdzić, iż jest się osobą pełnoletnią, zanim uzyska się możliwość obejrzenia go), bądź opatrzony jest komentarzem „Uwaga, spot zawiera treści wulgarne i brutalne”.

Przewodniczący parlamentu duńskiego Mogens Lykketoft wystosował komunikat:
„Wielu ludzi, do których opinii mam głęboki szacunek, oceniło film poważniej, jako bardziej obraźliwy niż to było zamierzone. Reakcje w mediach społecznych dzielą sie między tych, którzy uważają, że ten film to nieakceptowalna wulgarność, a tych, którzy myślą, że to niewybredny, ale akceptowalny humor, aby zwrócić uwagę na wybory 25. maja. Ta druga reakcja była tą zamierzoną. Przyznaję jednak,
że w przyszłości Parlament jako instytucja powinien bardziej zwracać uwagę na to pod czym się podpisuje.”
Na portalach facebook oraz wykop.pl pojawiły się rozmaite, czasem bardzo kreatywne komentarze, na przykład:

  • „Najlepiej zachęcą spotem...Jak nie pójdziesz, to cię zarżniemy jak żyrafę. Szurnięci Wikingowie.”

  • „Fuj, demokracja coraz niżej upada.”

  • „Swoją drogą… Zobaczcie, że nawet nie kryją tego, że chcą regulować takie głupoty jak np. ilość cynamonu w ciastku.”

  • „Ogólnie państwa skandynawskie mają manię na temat roli kobiety w  społeczeństwie oraz  właśnie reklamowaniu kobiet w negliżu, także zdziwiła mnie taka odważna formuła reklamy stworzonej przez rząd duński. Całe szczęście, widzę że chyba w Danii powoli się kończy tak daleko posunięta poprawność polityczna :)”
  • „To nie może być proeuropejski klip. Brak pedalskiej pary i kobiety z brodą”.


Pozostałe spostrzeżenia:
  •  delfiny w skórzanych obrożach z ćwiekami to ewidentny obraz znęcania się
    nad zwierzętami;
  •    zwróćmy uwagę na cenną informację na końcu klipu:
    „Żaden hipster nie ucierpiał podczas realizacji filmu”.
Reasumując, już w nieco bardziej poważny sposób, chcę podkreślić, że osobiście nie mogę oprzeć się wrażenie, iż tego typu spot mógł zostać wykreowany jedynie przez młody zespół ludzi, którzy walczą z konwenansami i dopiero rozpoczynają swoją karierę w branży reklamowej. Nie dziwi mnie fakt, iż taka reklama została stworzona, w żaden sposób nie zaskakuje mnie jej treść. Zadziwia jednak kilka innych kwestii. Po pierwsze, połączenie poważnej tematyki i istotnego dla Europy wydarzenia z beztroskim, dość wulgarnym i nietypowym przekazem. Po drugie, komunikat promujący udział w wyborach, który raczej zniechęca do głosowania, wzbudzając jedynie kontrowersje. Po trzecie, kampania łamiąca wszelkie zasady szeroko pojętej i szeroko promowanej poprawności politycznej i, po czwarte, przekroczenie granic nie tylko poprawności politycznej, ale także dobrego smaku. Nie sposób jednak zaprzeczyć, iż zgodnie z tym, co można przeczytać na wielu forach dyskusyjnych, duński spot stworzył możliwość otwartej dyskusji na temat wyborów do Parlamentu Europejskiego czy polityki europejskiej. Szkoda, iż dyskusja ta zdaje się być daleka od wszelkich istotnych zagadnień i merytorycznych argumentów.

piątek, 16 maja 2014

Dla kawoszy

Coś specjalnie dla mnie! Zakrętka Nescafe ze świecącym budzikiem - doprawdy niezły design. Kawka z rana żeby się obudzić, kawka przed południem - by zasiąść do pracy, kawka po obiedzie - na deser, na podwieczorek także, kawka do kolacji - żeby nie zasnąć zbyt wcześnie, kawka przed snem - żeby mieć szybsze sny. O tak :)

 






Oczywiście, dla zachowania równowagi organizmu, zieloną herbatę także lubię. Szczególnie tak ładnie zapakowaną:
















Źródła:
http://www.packagingoftheworld.com/2014/05/nescafe-alarm-cap.html
 http://www.packagingoftheworld.com/2014/05/greenlife-tea.html

sobota, 18 stycznia 2014

Krótki przegląd drogowy

W ostatnim czasie, w Polsce i nie tylko, dużo  mówi się o bezpieczeństwie na drodze. Przypominane są wszelkie kampanie społeczne, które dotyczyły zachowania pełnej trzeźwości za kółkiem oraz obrazowały skutki jej braku. Również zagraniczne kampanie, zarówno te całkowicie komercyjne, jak i te społeczne, nawiązują do poczucia bezpieczeństwa podczas prowadzenia auta. 

Możemy wymienić przynajmniej trzy kategorie takich kampanii. Pierwszą z nich są kampanie stricte społeczne, gdzie namawia się do tego, by być odpowiedzialnym kierowcą. Czyni się to na różne, mniej lub bardziej drastyczne sposoby, jednak to temat rzeka - na zupełnie inny wpis, który nastąpi już niebawem. Drugą kategorią, są reklamy z branży motoryzacyjnej, zwłaszcza reklamy tzw. aut rodzinnych, podkreślające takie ich zalety, jak bezpieczeństwo, pewność prowadzenia, wygoda, niezawodność. Trzecia kategoria, to reklama produktów tylko pośrednio związanych z branżą motoryzacyjną, ale zaangażowana społecznie. Reklamę zaangażowaną społecznie cenię ogromnie, jednak w tym przypadku kwestia jest dyskusyjna. Trudno bowiem zaakceptować fakt, iż na przykład, pod hasłem zachowania trzeźwości na drodze, reklamuje się produkty alkoholowe. Nie wiem jak oceniać takie zjawisko.

Przed przykładami jeszcze kilka słów o reklamie zaangażowanej społecznie. Otóż, z prawami rynku nie mam zamiaru polemizować, reklama była, jest i będzie. Rzadko jednak porusza problematyczne, trudne zagadnienia, takie wszak nie sprzedają się zbyt dobrze. Kiedy jednak jakikolwiek koncern postanawia zareklamować się a jednocześnie nawiązać do niekorzystnych konsekwencji, jakie niesie użytkowanie jego produktów - zwykle spotyka się z moją osobistą aprobatą. Oczywiście niezmiennie chodzi tu wyłącznie o pieniądze, mimo że pod przykrywką działalności pro-społecznej, jednak daje to chociaż złudzenie, o istnieniu jakichkolwiek szlachetnych pobudek w branży reklamowej. Nie ulega wątpliwości, że gdy o problemie mówi się częściej i głośniej, przekaz ów zaczyna w pewien sposób trafiać do opinii publicznej. W krótkiej perspektywie czasowej żadna pojedyncza kampania, czy to społeczna czy typowo komercyjna, nie zmieni myślenia i zachowań ludzi. Jest jednak szansa, iż kiedy problem trafi do ogólnego dyskursu społecznego, wówczas choćby minimalnie zmieni się opinia na jego temat, tak jak stało się to w kwestii zapinania pasów podczas jazdy samochodem.


Pierwszy przykład, to film, który w ostatnim czasie zyskał dużą popularność w mediach. Hasło kampanii brzmi: "Other people make mistakes. Slow down" ("Inni ludzie popełniają błędy. Zwolnij"). Nadawcą jest New Zeland Transport Agency a odbiorcami, rzecz jasna, kierowcy. Całość dotyczy zachowania bezpiecznej prędkości na drodze.






Druga kampania, to realizacja z polskiego podwórka, która wywołała nieco kontrowersji. Dyskutowano głównie o tym, iż jest ona nieskuteczna. Niemniej jednak dyskutowano, zarówno
o samej realizacji filmu, jak i prędkości na drodze, co w moim przekonaniu jest już krokiem naprzód. Hasło: "10 mniej ratuje życie. Zwolnij!"; "Zginęli na pasach, bo kierowcy jechali zbyt szybko. Zwolnij!". Nadawca: Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.





Przykład reklamy z drugiej z wymienionych kategorii, to chociażby film Subaru pod hasłem "They Lived", zrealizowana przez agencję Carmichael Lynch.






Trzecia, kontrowersyjna kategoria, prezentuje się równie interesująco. Dobrym przykładem będzie tu reklama realizowana przez agencję iris Worldwide dla firmy Johnnie Walker. Film traktuje
o kruchości ludzkiego życia i ogromnej wadze, jaką ma pełna kontrola kierowcy nad prowadzonym pojazdem. Całość zachęca również do interakcji, jaką ma być wykorzystany hashtag #ImNOTdriving. Tym samym marka kreuje się na odpowiedzialną społecznie i robi to w dość przekonujący sposób.





Źródła:
http://www.adweek.com
https://www.facebook.com/JohnnieWalker
http://kampaniespoleczne.pl

sobota, 21 grudnia 2013

Oscar ma nowe logo

Po dwóch latach pracy Academy of Motion Pictures Arts
and Sciences (Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej) zyskała nową identyfikację wizualną. Najbardziej znamiennym elementem jest tu nowe logo, przedstawiające strumień światła padający od góry na statuetkę, tworzący trójkątny kształt. Ów trójkątny snop światła przypomina jednocześnie literę "A" (oczywiście od słowa "Academy"). 
Całość w kolorach złota, prezentuje się bardzo dobrze. 
Christina Kounelias - Chief Marketing Officer mówi:
“something that accurately reflects our community of artists, their diverse talents, and the creative process they employ to bring disparate ideas together into
a single vision.”
Redesign stworzony jest przez agencję 180 LA.

Strona www opisująca nowe logo i liczne inspiracje.





A poniżej inspiracja od Oscara
"Imagination Is More Important Than Knowledge"





----------------------------------
Źródła:
www.hollywoodreporter.com 
www.logo-designer.co
http://www.thewrap.com/
http://www.oscars.org
http://www.180la.com/    
http://www.lovelogo.pl
http://www.gmanetwork.com
http://variety.com


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Święta aż nazbyt świąteczne



Święta są miłe, nigdy nie byłam świąteczną malkontentką i zawsze twierdziłam, że każda okazja do świętowania jest dobra, a już szczególnie Boże Narodzenie. Choinka, prezenty, światełka, pierniczki i inne słodkości - całkiem przyjemne. Nie da się jednak pozostać bożonarodzeniowym entuzjastą, jeśli ma się do czynienia z pewnymi przekazami reklamowymi, które w dodatku atakują człowieka z wielką częstotliwością i nachalnością. Istnieje bowiem reklama zwiastująca rychłe nadejście świąt Bożego Narodzenia, na którą nie mogę patrzeć, i która, w moim mniemaniu,
jest raczej odrzucająca aniżeli zachęcająca. 

Mowa o świątecznej kampanii reklamowej firmy Apart. Wszystko zrobione pięknie i bez zarzutu,
a jednak u mnie wywołuje niesmak. Całość aż nazbyt piękna i idylliczna. Oczywiście pytanie,
czy po tego typu reklamie można było spodziewać się czegoś innego byłoby tu jak najbardziej na miejscu. Być może promocja prezentów świątecznych w postaci biżuterii musi wyglądać właśnie w ten sposób, jednakże w moim przypadku prowadzi do odruchowego sprzeciwu. Główni bohaterowie - skrajnie szczęśliwe małżeństwo - Sasha Knezevic i niesamowita, acz nietrudna do pomylenia z wieszakiem na ubrania, Anja Rubik odgrywają swoje role całkiem przekonująco. Oczywiście jeśli wierzyć, iż ciągle obecny, szeroki uśmiech na ich twarzach nie wywoła w końcu skurczu szczęki bądź innej niemiłej przypadłości.

Na różnorakich portalach odnalazłam wiele podobnie brzmiących artykułów i komentarzy,
na przykład:
"Nowym elementem świątecznej układanki jest pupil małżeństwa modeli, piesek Charlie. Anja Rubik rzadko rozstaje się z kundelkiem, którego dostała od męża w prezencie urodzinowym, można więc przypuszczać, że był on obecny na planie i idealnie wpasował się w rodzinne Święta przy bogato zdobionej choince. Apartowi znów udało się stworzyć wizję Świąt idealnych. Która kobieta nie marzy o posiadaniu długich nóg, brylantowej biżuterii i udanego związku?" 
lub
"Każda z nas po cichu marzy o idealnych świętach jak z kampanii Apart."

Naprawdę to nasze największe marzenia? Ach, jak słodko....



Źródła:
Snobka.pl i artykuł na temat kampanii
Elle 
Boska.pl

wtorek, 5 listopada 2013

Adoptuj sobie faceta

Dzisiaj będę robić zakupy przez Internet. Nic w tym dziwnego, tak? Zapewniam, że te zakupy uznasz za mocno odbiegające od wszelkich standardów.

Włączam komputer, loguję się na portalu. Jest to wyjątkowy portal, bowiem mam już szereg sugestii, co do produktów, które mogą przypaść mi do gustu. Przeglądam, oglądam, oceniam i, jeśli produkt jest interesujący, klikam "tak", jeśli przeciwnie - odrzucam. Portal proponuje mi produkty regionalne oraz te spod lady (nie wiem czemu leżą pod ladą - nie ma w nich nic wyjątkowego). Jako klientka portalu mogę zarezerwować interesujące mnie produkty, a następnie dodać je do swojego koszyka. Co dalej? Szczerze przyznam, że nie mam pojęcia, bo w tym przypadku wrzucenie produktu do koszyka było dla mnie czynnością zbyt abstrakcyjną.

Przejdźmy więc do rzeczy. Strona internetowa, którą opisuję, to zaadoptujfaceta.pl
czyli stosunkowo nowy, funkcjonujący na polskim rynku portal randkowy. Zaskoczył mnie perfekcyjną oprawą, fachowym zdefiniowaniem celów, dostrzeżeniem potrzeb grupy docelowej, umiejętnym przedstawieniem korzyści płynących z rejestracji. Trudno było mi uwierzyć, że polskie przedsięwzięcie może tak celnie trafiać w sedno obecnych przemian społecznych oraz związanych z nimi szans i niebezpieczeństw. Długo w owe zjawisko wierzyć nie musiałam, gdyż portal nie jest polski. Przybył do nas z Francji, gdzie świetnie prosperuje od prawie pięciu lat. Formuła portalu polega na tym, iż to kobiety inicjują kontakt lub też wyrażają zgodę na to, aby mężczyzna zaczął rozmowę. To kobieta jest tu określana jako "klientka" mająca własną "shopping list" i dokonująca "zakupów". U dołu strony czytamy: "W supermarkecie z kawalerami każda znajdzie swój najlepszy model". Mężczyzna może wysłać do kobiety "zauroczenie" i wówczas staje się on "produktem do przymierzenia". Kobieta zezwala na kontakt bądź odrzuca zaproszenie. W każdym momencie może też faceta zarezerwować, wrzucić do swojego koszyka lub odwrotnie, kliknąć przycisk "odłóż go na półkę", "zablokuj go", czy "zgłoś jako upierdliwca"... 




Twórcy portalu tak piszą o jego francuskiej wersji:
"AdopteUnMec.com to pierwszy serwis randkowy, w którym tradycyjne role zostały odwrócone – władza należy do kobiet. Pod względem kulturowym jest to prawdziwa innowacja –
w tradycyjnych kulturach w dziedzinie uwodzenia kobiety często odgrywały rolę pasywną. Tutaj kobiety są najważniejsze – to one wybierają mężczyzn, którzy mogą z nimi rozmawiać! Wszystko odbywa się w otoczeniu bardzo modnym i eleganckim, z dużą dawką poczucia humoru."

Portal rozwija się całkiem dobrze, ale budzi sprzeczne opinie. Po jednej stronie znajduje się nowatorska formuła, poczucie humoru, świetne zdefiniowanie grupy docelowej (ludzie młodzi 
z większych miast), szata graficzna i chwytliwe hasła reklamowe. Po drugiej stronie zaś, trudno nie dostrzec odniesień do wszechobecnego konsumpcjonizmu czy przedmiotowego traktowania relacji. Z pewnością podobny portal, na którym to mężczyźni mieliby adoptować kobiety, spotkałby się z falą silnej krytyki i nie mógłby długo funkcjonować na polskim rynku, przynajmniej nie oficjalnie i nie jako portal randkowy. Przychodzi mi jeszcze na myśl zmiana tradycyjnych ról: kobieta ma być teraz silna, śmiała i wyzwolona, mężczyzna natomiast, niczym dziecko winien oddać się do adopcji lub pozwolić na wrzucenie się do koszyka. 

Mimo wszystko, jak dotąd więcej jest głosów za, aniżeli przeciw. Patrząc na reklamy, trudno się dziwić ;)



 Źródła:
zaadoptujfaceta.pl

czwartek, 10 października 2013

Broda na sezon jesienno-zimowy

Na specjalne życzenie post o najnowszej kampanii Vistuli (jesień/zima 2013/14) i nie tylko. 
Takie tematy to ja lubię ;)

W zeszłym sezonie jesienno-zimowym w reklamach Vistuli królował jazz. Wtedy to R. Horowitz wykonał dla owej marki zdjęcia we wnętrzach stylizowanych na kluby jazzowe. W minionym roku głównym bohaterem kampanii był dojrzały mężczyzna z pasją. W tym roku jest nim mężczyzna
z brodą.

Po raz kolejny marka udowodniła, że klasyka w męskim wydaniu nie musi nudzić.

Oczywiście moda na, nazwijmy to, zaplanowane nieokrzesanie czy okiełznaną dzikość
w wizerunku rozwija się już od pewnego czasu, od kilku lat, ale nad Wisłę wszystko przybywa
z opóźnieniem. Z opóźnieniem, ale tym razem także z rozmachem godnym pochwały.

Już ponad 3 lata temu kampania firmy French Connection wskazywała na nadchodzący trend.
Do tej pory do swoich reklam brodatych modeli zaangażowały także takie marki, jak na przykład Suit Supply, Brunello Cucinelli, Oscar Jacobson, Lubiam, Ermenegildo Zegna, Sir Oliver, McNeal.
A z naszego polskiego podwórka - Bytom oraz omawiana wcześniej Vistula.

Popatrzmy więc.






Vistula fall/winter 2013/14
Vistula fall/winter 2013/14
Vistula fall/winter 2013/14


Suit Supply fall/winter 2013
Suit Supply fall/winter 2013

Bytom jesień-zima 2013

Bytom jesień-zima 2013


Brunello Cucinelli fall-winter 2013/14
Brunello Cucinelli fall-winter 2013/14
Brunello Cucinelli fall-winter 2013/14

Oscar Jacobson 2013

Oscar Jacobson 2013

Lubiam 2013/14
Lubiam 2013/14



French Connection 2009/2010


Źródła:
http://vistula.pl/
Fanpage "Vistula: the men's world"
Fanpage "Zapuszczam brodę, nie lubię się golić"
http://mrvintage.pl
http://www.luxlux.pl
http://parzyszek.blox.pl/
http://eu.suitsupply.com/
http://handsomemensclub.pl/
http://bytom.com.pl/
http://brunellocucinelli.com
http://oscarjacobson.com
http://lubiam.it