Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 marca 2014

Literatura a marketing

Książka, która się sprzedaje (niekoniecznie dobra)
ma ogromny potencjał. Czytelnicy zafascynowani opisanymi historiami pragną upodobnić się do ich bohaterów. W związku z tym powstaje cały "okołoksiążkowy" przemysł, który stara się im to umożliwić. Oczywiście za odpowiednią opłatą. Tak więc, możemy zakupić materiały kolekcjonerskie, pocztówki, naklejki, żetony, plakaty, figurki, gry planszowe i komputerowe związane z naszymi ulubionymi postaciami książkowymi. Możemy też wczuć się w ich role. Ciekawym przypadkiem jest tu książka wątpliwej, że tak to nazwiemy, jakości, acz sprzedająca się świetnie i stanowiąca społeczny fenomen - "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Historia przyniosła ponoć wiele korzyści, np. w postaci wzrostu świadomości na temat seksualności wśród kobiet, wyzwolenia się ze schematów i stereotypów. Przyniosła też zyski dla dość specyficznego przemysłu.
 
Bo najważniejsze jest wykorzystanie odpowiedniego momentu, na promowanie odpowiednich produktów. 













Źródła:

czwartek, 6 lutego 2014

Niezdrowa zdrowa żywność

Dlaczego wolę zwykłą drożdżówkę od produktów (rogalików, bułeczek) pięknie zapakowanych
w kolorowe, plastikowe opakowanie, jakie kupić można w niemal każdym sklepie spożywczym? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Tego typu przysmaki to dla mnie w 100% produkt sztuczny, z tzw. bezterminową przydatnością do spożycia, który prawdopodobnie nigdy nie spotkał się z mąką, czekoladą czy innym naturalnym składnikiem. Może nieco przesadziłam, ale zależy mi na podkreśleniu moich, i nie tylko moich motywów, dla których staram się unikać takowych "posiłków". Rogalik/drożdżówkę tego typu postrzegam jako słodycz, używkę, na równi
z batonikiem czy czipsami.

Okazuje się, iż powyższy tok rozumowania, został dostrzeżony przez twórców najnowszej kampanii reklamowej firmy produkującej rogaliki 7 days. Firma wprowadza bowiem na rynek nowy produkt: Borseto. Jak jednak skutecznie wprowadzić na rynek coś, co jest już dostępne
w podobnej postaci? Znaleźć cechę wyróżniającą, a jeśli takiej nie ma - wykreować ją. Najlepiej byłoby także, aby taka cecha trafiała w aktualną modę, na przykład tę na zdrową, pozbawioną konserwantów żywność. Reklama Borseto wydaje się być więc strzałem w dziesiątkę. Oczywiście jeśli założyć, że my - młodzi ludzie - jesteśmy "inteligentni inaczej".

W związku z tym, Borseto reklamowane jest jako "następca drożdżówki". Tak samo smaczne
i zdrowe, ale higienicznie zapakowane - żadnych zarazków! Do tego wypiekane tradycyjną metodą, z czterech zbóż, zawsze świeże i miękkie. Ot, kolejna reklama, która zakłada,
że odbiorcy nie myślą. Może i słusznie.

Koncepcja kreatywna i realizacja kampanii to dzieło agencji Red8 Advertising.
Akcja zaplanowana była na czas od 10 października 2013 do 26 listopada 2013. Do mnie dotarła dopiero kilka dni temu. Być może nie zaliczam się już do targetu, czyli ludzi młodych, ale z tym bym jednak polemizowała ;)

W ramach ciekawostki polecam zajrzeć na stronę Czytamy Etykiety, gdzie wyszczególniony jest skład produktu oraz nieźle napisana "recenzja".





Źródła:
http://www.wirtualnemedia.pl
http://czytamyetykiety.pl/

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Kraken dopadnie Cię szybciej niż myślisz

Sezon ogórkowy w pełni, również tutaj. Pora zacząć temu przeciwdziałać.

Przyjrzyjmy się więc wielkiej ośmiornicy, która atakuje niewinnych mieszkańców miasta
i sięga swoimi mackami tam, gdzie nie powinna. Napada znienacka i nie tylko na morzu.

Oprócz wpychania swoich macek w niepożądane miejsca, ośmiornica ma jeszcze jedno istotne, acz niezwykle trudne zadanie - wypromowanie nowej marki na rynku, na którym od podobnych, dobrze znanych marek aż tłoczno. Mowa o produkcie, jakim jest "Kraken Black Spiced Rum".


Cała kampania opiera się na dobrze pomyślanej historii. Sięga legend o potworze z głębin - Krakenie, który miał atakować statki na Morzu Karaibskim (czyli w okolicach, gdzie produkowany jest rum). Mamy więc świetny przykład storytellingu, spójnego i zaplanowanego dla wielu kanałów komunikacyjnych. Wszystko w kreacji jest mroczne, stylizowane, czarno-białe, tajemnicze, ale też eleganckie: zaczynając od strony internetowej, przez design etykiety
i butelki, billboardy 3D, filmy na youtube, profil na facebooku, gadżety (plakaty, ubrania, parasolki, ręczniki, torby, notatniki), aplikacje...




Najbardziej zainteresowała mnie jednak podstrona "Book", którą znajdziemy tutaj.
Jest to wirtualna książka, która szczegółowo omawia wygląd, budowę, naturalnych wrogów, genezę (sięgając do teorii ewolucji) Krakena oraz związane z nim legendy, sposoby walki
z potworem, jak również informacje dotyczące produkcji rumu.

Dyrektor kreatywny Mikal Reich twierdzi: "The Kraken Rum is dark and fun, like its fans.
The ads have to be that, as well. We plan to continue the advertising attacks in all mediums. Surprise is our best weapon against the powers which spend a captain's ransom."

Aż chce się zgłębić ową mroczną tajemnicę.


----------------


Źródła:
http://www.krakenrum.com/
http://www.krakenrumstore.com/collections/accessories
http://thefutureofads.com
http://www.adweek.com/adfreak
http://pinterest.com

niedziela, 24 lutego 2013

Seks się sprzedaje, sport także



Mój blog nie trafia w niszę rynkową, jest wszak kolejnym blogiem o reklamie. Mam wątpliwości, 
co do możliwości takiego "trafienia", blogów jest przecież coraz więcej. Wszyscy chcą pisać, chcą żeby ich czytać. Chcemy opowiadać o sobie i zostać zauważonymi (lub nie, byle się wywnętrzniać). Nie jestem pod tym względem wyjątkiem.  Ale to nie temat na dziś, dzisiaj ma być o niszach rynkowych. Skomentuję go tylko słowami Patrycji Pustkowiak z ostatniej Chimery:

„Kiedy Kierkeegard wprowadzał do XIX-wiecznej humanistyki pojęcie samorealizacji, na pewno nie przypuszczał, jak złowrogie ziarno wyda jego zacna idea. Nie zważając na ponure doniesienia dotyczące drastycznego spadku czytelnictwa, coraz więcej osób zaczyna pisać (być może zresztą te dwie tendencje mają ze sobą wiele wspólnego). Zapomnijcie o Ibiszu, zapomnijcie 
o Cichopek, nadciąga Ilona Felicjańska i jej „Wszystkie odcienie czerni”, thriller erotyczny, który, jak głosi autorka, wywoła szok. Miejmy nadzieję, że nie estetyczny.”

Zaczęłam od tematu blogowego, ponieważ jest on teraz modnym, a wyszukując pierwszy lepszy artykuł dotyczący nisz rynkowych, trafiamy dzięki googlowi na taki, który traktuje o pisaniu internetowych dzienników i zarabianiu przy tym ogromnych pieniędzy. Taki artykuł znalazłam na blogu zaistniejonline.pl/ (całkiem ciekawie tam). Wyczytałam, że trzy niewyczerpywalne nisze kryją się w zagadnieniach: zdrowie, pieniądze/finanse, randki/seks. Dosyć oczywiste i niezwykle ogólne, ale jest to już jakaś wskazówka. Wymienione obszary same w sobie nie są niszami - 
ale w ich zakresie możemy znaleźć wiele nisz rynkowych, gdyż owe kwestie zawsze będą interesować odbiorców. Nie zaprzeczę, iż zawsze, gdy na studiach mogłam wybrać dowolny temat referatu/prezentacji, wybierałam jeden z wymienionych, ażeby koledzy się nie nudzili 
i słuchali mnie . Czyli zazwyczaj było o seksie. Wszyscy słuchali, zawsze. Podobnie sprawa się ma z tytułem tego posta – chciałam nazwać go „nisze rynkowe”, ale kto by to czytał?

Nawiązując jednak do niszy związanej ze zdrowiem, a dokładniej – ze sportem, zastanawiam się, jak długo pozostanie ona tak popularna i chętnie wykorzystywana jak obecnie. Coraz częściej dbamy o swoją kondycję fizyczną, a jeśli nie dbamy, to na pewno wiemy, że powinniśmy. Zasypują nas informacje na ten temat. Owa moda rozwija się  równolegle do nieokiełznanego konsumpcjonizmu (oba zjawiska podsycają się wzajemnie) oraz siedzącego trybu życia współczesnego społeczeństwa. Czy jest tu nadal jakaś nieodkryta nisza rynkowa, skoro już wszyscy wiedzą o omawianych tendencjach? Przedsiębiorcy mają świadomość, że nasza cywilizacja ma wielki problem z zaburzeniami odżywiania, zdrowym trybem życia, stresem, chorobami układu krążenia... I znają na to sposób - jest to sport, który coraz lepiej się sprzedaje. 

Niedawno miałam przyjemność fotografować trening crossfit. Trening ów, prowadzony był przez producentów sprzętu sportowego, stąd moja obecność tam - miałam im zrobić zdjęcia na stronę internetową. Fotografowałam więc kółka gimnastyczne, sztangi, skakanki i inne, w zasadzie nieskomplikowane, ale nieznane mi sprzęty. Do tego było sporo facetów bez koszulek, 
więc na tegoroczny Dzień Kobiet żaden pokaz chipendalesów nie jest mi już potrzebny. 

Zmierzam jednak do tego, iż nisza, która dopiero zostaje zauważona przez producentów, to ta związana z crossfitem. Interesująca forma ruchu, w USA niezwykle popularna, do Polski niebawem zawita. Książek na ten temat jeszcze mało, stron www po polsku też niewiele, sprzęt dopiero się rodzi u garażowych rzemieślników, trenerów sporo, ale tylko w większych miastach. Trening ten obejmuje praktycznie wszystko, ma być urozmaicony i intensywny. Jestem więc ciekawa, ilu producentów i właścicieli klubów przyuważy niszę i doda do swoich ofert słówko "crossfit". Jedno małe słowo, a może wiele zdziałać. Niszowe słowa kluczowe mają moc. 

Podany przykład wydaje się być doskonałą ilustracją do słów Anny Tarnawy z artykułu "Nisza codzienności i jutra": "Jak pokazały wyniki badania pt. „Strategia niszy rynkowej jako specyficzny element potencjału rozwojowego mikroprzedsiębiorstw” prawie wszystkie - bo 98,5% -  mikroprzedsiębiorstwa działające w Polsce to firmy niszowe. Co ciekawe, ich niszowość nie ma charakteru zero – jedynkowego. Raczej jest to rodzaj przynależności do węższego lub szerszego zakresu niszy, jako że przedsiębiorcy prowadzą działalność w jednym lub więcej typie niszy jednocześnie. Rozszerzając zakres niszowości przedsiębiorcy zyskują lepszą pozycję konkurencyjną, stają się bardziej otwarci na współpracę z zewnętrznymi podmiotami."

Strategia niszy rynkowej wydaje się być opłacalna i logiczna. Jest jednak wykorzystywana powszechnie i, jak mniemam, nieco przeceniona. Znalezienie niszy, mimo iż trudne, jest możliwe. Wykorzystanie jej to jednak zupełnie inna sprawa, która udaje się nielicznym. 
Dochodzimy więc do takiego oto truizmu: trzeba umieć się sprzedać. 

Źródła & polecam do poczytania:
Chimera nr2/2013

"Nisza nader często poszukiwana przez mikroprzedsiębiorców to nic innego jak część rynku, 
w której istnieją odbiorcy posiadający sprecyzowane, lecz niezaspokojone potrzeby. 
Z drugiej strony nisza rynkowa może odnosić się do grupy docelowej, której potrzeby są jeszcze nieuświadomione."