Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2016

"Be present", czyli o paradoksach przedświątecznego konsumpcjonizmu

W ostatnich dniach zaczął udzielać się mi nastrój świąteczny. Czy to za sprawą śniegu, kolorowych lampek czy może tłumów w galeriach handlowych, trudno ocenić. Pospolite ruszenie w stronę wielkich przestrzeni zakupowych było z pewnością uzasadnione takim wydarzeniem, jak black friday, który następnie przemienił się w trzydniowy black friday weekend, który z kolei płynnie przekształcony został w cyber monday. Szał zakupów trwa w najlepsze, nawet Biedronka, Lidl i tym podobne sklepy wprowadziły swój "black friday", co akurat dla mnie zakrawało o lekką groteskę.

Również w reklamach radiowych, telewizyjnych i wszelkich innych nastrój Bożego Narodzenia jest nie tyle wyczuwalny, co wrzeszczący i przypuszczający zmasowany atak na konsumenta. Innaczej określić tego się nie da. Ja natomiast, z ogromną fascynacją przyglądam się trendowi, który pojawił sie już w ostatnich latach ale teraz wydaje się przybierać na sile. Wielkie firmy budują całe akcje marketingowe na podstawie owego trendu

A teraz do rzeczy. Mam na myśli reklamy, w któych słyszymy i widzimy, żeby nie kupować. Przekonują nas do tego, żeby się zatrzymać, odłożyć wszelkie sprzęty elektroniczne, zaniechać konsumpcjonizmu i poświęcić czas rodzinie, dzieciom, bliskim. Zachęcają, by "poczuć magię Świąt".

Zachodzę w głowę, jaki tutaj mamy paradoks. Niemal płaczemy ze wzruszenia widząc, jak zapracowana mama odkłada tablet Huawei i spędza radosny czas z synem. Jak niesamowicie przedstawione są tu ogromne możliwości sprzętu oferowanego przez producenta, gdy widzimy pracującą z domu matkę, która niemalże dosłownie znajduje się w swoim biurze; kiedy widzimy robiącą selfie siostrę, mogącą natychmiast nawiązać połączenie z setkami swoich przyjaciół; gdy zawuażamy ojca, który za sprawą swojej komórki niemalże uczestniczy w meczu piłki nożnej, przeżywając prawdziwe emocje i radość. 

Jednak reklama mówi, że mamy to wszystko odłożyć na bok i cieszyć się czasem spędzonym z najbliższymi. Czyli przekaz jest jasny - odłóż smartfona na bok, ale pamietaj, że musi być to najlepszy, właśnie TEN smartfon, żaden inny. Najpierw musisz konsumpcjonistyczne kupić ten cudwony sprzęt, żebyś następnie mógł go antykonsumpcjonistycznie odłożyć (na chwileczkę) na bok.

Podobną reklamą raczy nas również sieć sklepów ENDEKA. Nie zachęca do robienia zakupów, gotowania, sprzątania, pracowania ale do spędzenia czasu z dziećmi. Czas z dziećmi przedstawiany jest jednak przy pięknie i suto zastawionym stole, wśród uroczych, świątecznych dekoracji. Kolejne mały paradoks.

Oczywiście nie krytykuję powyżej wspomnianych przekazów. Mnie samą takie reklamy wzruszają czy też rozczulają. Lubię je, chętnie oglądam. Widzę tu nawet poniekąd coś na kształt społecznej odpowiedzialności biznesu. Jednak to tylko "coś na kształt", bo też cały czas towarzyszy mi myśl o braku logiki w tym wszystkim i zastanawiam się, czy aby ktoś nie gra aż za bardzo na moich emocjach. 

Edit: Nie minął jeden dzień, a ja natknęłam się na kolejną reklamę dokładnie w tym stylu, tym razem allegro, filmik załączam na samym dole. Enjoy!
 
 
Huawei #bepresent:
 
 
 
EDEKA:
 
 
 
Allegro:
 
 
 

środa, 17 września 2014

IT a społeczeństwo nasze współczesne

Przed przemijającymi błyskawicznie wakacjami miałam okazję uczestniczyć w ogólnopolskiej konferencji naukowej "Technologie IT XXI wieku - ujęcie interdyscyplinarne" organizowanej przez Wyższą Szkołę Technologii Informatycznych w Katowicach. Konferencja zdominowana była przez prelegentów związanych z branżą informatyczną, co czyniło ją jeszcze ciekawszym wyzwaniem dla mnie, jako osoby prezentującej referat o stricte humanistycznym charakterze.
I ów referat właśnie pragnę tu przytoczyć, co by nie zmarnował się tak całkowicie,
tkwiąc w czeluściach mojego dysku. 

Przemiany społeczne w obliczu technologii informacyjnej XXI wieku – szanse i zagrożenia

Social transformation in the face of information technology in the 21st century
– opportunities and threats

Rozwój społeczeństwa od wieków warunkowany jest zmianami w zakresie technologii.  Ludzkość, w swej burzliwej historii, przeżyła dwie poważne transformacje (nazywane falami), które całkowicie zmieniły kształt cywilizacji. Ów kształt ściśle powiązany jest z nowym wymiarem gospodarki, technologii, dostępnych narzędzi, jak również, przede wszystkim, zupełnie inną jakością ludzkiej świadomości. Pierwsza
ze wspomnianych transformacji rozciągała się na przestrzeni kilku tysięcy lat – jej początek datuje się na okres sprzed ośmiu tysiącleci. Związana była z reformą agrarną, symbolizowaną przez motykę; silnie powiązana z przyjęciem osiadłego trybu życia. Społeczeństwo w tym czasie było formacją tradycyjną, władza rozdzielana była na podstawie wieku członków społeczności oraz dziedziczona. Główne zajęcie ludności owego okresu to uprawa roli; tryb życia monotonny i powtarzalny, zdeterminowany przez przyrodę.
W owych społecznościach panował tradycyjny podział ról według płci, rodziny były duże i wielopokoleniowe. Miejsce urodzenia konstytuowało całe dalsze życie jednostki, nie istniało pojęcie awansu społecznego. Panowała silna tendencja do sakralizacji zjawisk niewyjaśnionych bądź tworzenia mitów. Sytuacja zaczęła zmieniać się wraz z rozwojem przemysłu. To właśnie industrializacja wraz z urbanizacją uważane są za wyznaczniki drugiej fali, która trwała od czasów pojawienia się pierwszych maszyn parowych i fabryk. Czas transformacji wiązał się oczywiście z walką o pozycje społeczne i przystosowanie do nowego porządku. Jednostki zaczęły starać się o lepszy poziom edukacji, miejsca pracy a nawet stanowiska kierownicze. Rolnictwo straciło na znaczeniu na korzyść gwałtownie rozwijającego się przemysłu, ewoluowały struktury władzy, nastąpiła desakralizacja przestrzeni. Członkowie społeczeństwa zaczęli dostrzegać szerszą perspektywę, możliwości przyszłych osiągnięć i awansu społecznego. Rodziny stały się niewielkie, pojawiła się masowa produkcja i masowa konsumpcja, zaczęła kształtować się nowa klasa społeczna – klasa średnia. Mimo zmian istniały silne podstawy budowania jednostkowej tożsamości i poczucia stabilizacji. Obecnie natomiast, mamy do czynienia z krańcowym wręcz osłabieniem ładu industrialnego na rzecz trzeciej fali. Kształtuje się bowiem społeczeństwo informacyjne, nazywane również ponowoczesnym, w którym mamy do czynienia z zupełnie nowym systemem wartości. Powszechne stają się rodziny nuklearne, ceniony jest indywidualizm i zdolność przystosowania do gwałtownych zmian. Następuje segmentacja rynku a głównym napędem gospodarki stają się zasoby umysłowe. Bogactwo w dzisiejszym rozumieniu oznacza nie materialne dobra, ale dostęp do informacji. To on stał się wartością najcenniejszą i najbardziej pożądaną. Mamy do czynienia, na przykład, z uniwersytetami trzeciej generacji, czyli takimi, które w odróżnieniu od uniwersytetów pierwszej generacji (wyłącznie przekazujących wiedzę) oraz drugiej generacji (przekazujących i tworzących wiedzę, prowadzących badania) dokonują również komercjalizacji wyników badań. Nie sposób jednak nie zauważyć, iż na świecie istnieją zarówno wszystkie trzy generacje uniwersytetów jednocześnie, jak i przejawy wszystkich trzech fal funkcjonują paralelnie.[1] Zauważmy, iż „Narody trzeciej fali sprzedają światu informacje i innowacje, kulturę wyrafinowaną i masową, zaawansowane technologie, oprogramowanie komputerów, edukację, umiejętności, opiekę medyczną oraz mnogość różnorakich usług. Na ich liście znaleźć się może także ochrona wojskowa, która korzystać będzie z elitarnych sił zbrojnych trzeciej fali.”[2]
           
Jak widać, przeobrażenia i napięcia, które niesie zmiana cywilizacyjna warunkowana technologią w różnoraki sposób wpływają na stan społeczeństwa globalnego. Zasadniczy wpływ ma tu oczywiście rozwój Internetu, który stawia przed społeczeństwem nowe wyzwania. Pierwsze z nich dotyczy pojęcia wolności. Internet zapewnia bowiem ludziom na całym świecie wzajemną, bezpłatną komunikację. Ten sposób komunikacji stał się obecnie podstawą wszelkich kontaktów międzyludzkich, czy to w sferze prywatnej czy biznesowej. Nie da się jednak zaprzeczyć, że i w tym przypadku istnieją właściciele nośników informacji, infrastruktury czy form dostępu. Również i na tym polu toczy się walka o władzę, a co za tym idzie, także i o wolność. Drugie wyzwaniem wiąże się z wykluczeniem z owej sieci.[3] Istnieje wiele przyczyn wykluczenia społecznego wynikającego z dostępu do Internetu. Może być to brak dostępu do sieci, brak kompetencji technologicznych i kulturowych pozwalających na korzystanie z niej, brak motywacji i znajomości korzyści, jakie mogą płynąć z użytkowania nowych technologii, brak odpowiedniej edukacji.[4] Kolejne poważne wyzwanie, z jakim musi zmierzyć się współczesne społeczeństwo, również dotyczy zagadnienia edukacji.
W obliczu nowych technologii istotne jest nie tylko posiadanie umiejętności technicznych, które pozwolą na korzystanie z Internetu, komputerów czy urządzeń multimedialnych. Ważniejsze wydaje się zdobycie kompetencji i świadomości umożliwiających skuteczne pozyskiwanie i przetwarzanie informacji, wykorzystywanie ich w efektywny sposób, zrozumienie konieczności pozostawania elastycznym, skłonnym do zmian, uczenia się przez całe życie, przekwalifikowywania się. Wymaga to zasadniczych przeobrażeń w systemie edukacji i mentalności ludzkiej, całkowitego odejścia od zasad stosowanych w erze przemysłowej na korzyść nauki samodzielnego myślenia, indywidualnego poszerzania wiedzy. W związku ze współczesnymi przemianami zmienia się także logika stosunków pracy. Rośnie napięcie pomiędzy stabilnością
i solidarnością społeczną a indywidualnymi formami zatrudnienia i sektorem prywatnym. Traci na znaczeniu państwo opiekuńcze, co prowadzić może do negocjowania dotąd niepodważalnej umowy społecznej
i przedefiniowania stosunków społecznych. Dodatkowo, model wzrostu gospodarczego jest tak samo korzystny, co niebezpieczny przez wzgląd na sytuację ekologiczną całego świata. Nie boimy się jednak – lub boją się tylko nieliczni z nas – zagrożeń ekologicznych, niejako odwracając wzrok i ignorując ich istnienie. Przeraża nas natomiast, być może słusznie, gwałtowny rozwój nauki, na przykład w zakresie inżynierii genetycznej. Nadzieja i entuzjazm mieszają się z lękiem i niepewnością. Wydaje się więc, iż zmagania między dobrą a złą stroną ludzkiej natury, pomiędzy wolą władzy kosztem słabszych a niezłomnym dążeniem do respektowania praw człowieka, które trwają od wieków, będą miały i tym razem decydujące znaczenie.[5]
                  
Analizując zmiany społeczne zdeterminowane rozwojem technologii, warto przyjrzeć się również metaforze,
w której człowiek jest coraz bliżej względem maszyny i wzajemnie, technologia przenika ludzkie życie, następuje swoista synergia. Metafora ta, coraz bardziej urzeczywistniająca się, niesie ze sobą ogrom różnorodnych konsekwencji w skali jednostkowej i społecznej. Zaciera się granica pomiędzy realnością
a wirtualnością, o ile o jakiejkolwiek granicy możemy jeszcze mówić.[6] Pojęcie wirtualności wydaje się tak istotne, bowiem to ona „(…) otwiera pole do powstania nowej przestrzeni ludzkiego działania, przestrzeni obejmującej nie tylko życie społeczne czy mass media, ale również indywidualne doznania i wyobrażenia oraz fizyczne i psychiczne przeżycia uczestniczącego w niej aktywnego lub biernego podmiotu (…) Nowa rzeczywistość stała się wyznacznikiem sytuacji człowieka w świecie (…)”.[7] Wirtualność sama w sobie nie jest tożsama z realnością, ale nie jest też fikcją. Jednak świat wirtualny jest przyczyną ludzkiego złudzenia
o fikcyjności
owej rzeczywistości, co skutkuje innym postrzeganiem wirtualności, innymi sposobami komunikacji. Często jest to błędny sposób myślenia, gdyż nie sposób zdywersyfikować kategorii wartości w zależności od kryterium wirtualności i realności. Wartości są niezmienne, natomiast sposób ich postrzegania oraz, co za tym idzie, ludzkiego postępowania, może różnić się w zależności od naszego podejścia do świata cyfrowego i realnego.[8] Z tego względu, tak istotne czy wręcz doniosłe wydaje się współcześnie, stawienie czoła wyzwaniom, jakie niesie ze sobą rozwój technologii. Konieczny jest wzrost poziomu świadomości na temat niebezpieczeństw i możliwości, jakie nas spotykają lub dopiero będą miały miejsce. Podsumowując, podkreślmy, iż technologia i media XXI wieku „(…) przestają pełnić rolę pośredniczącą w komunikacji społecznej, wypełniając przy tym wiele rożnych funkcji, a stają się dominującym faktorem życia indywidualnego i społecznego ludzi. Należy jednak (…) strzec się myślenia, przypisującego mediom jakąś odrębną podmiotowość oddziaływania czy działania. Zawsze należy je traktować tylko jako narzędzia, wykorzystywane przez człowieka dla osiągnięcia określonych celów.”[9] Przy czym, co najważniejsze, pamiętać należy o przyjęciu możliwie najszerszej perspektywy, uwzględniającej jednak personalność podstaw działania i konieczność świadomego wyznaczania kierunków nadchodzących zmian.


Źródła:
Adamski Andrzej, Laskowska Małgorzata (red.), Nowe media – możliwości i pułapki. Opole: Scriptorium, 2011.
 Castells Manuel, Galaktyka Internetu: refleksje nad Internetem, biznesem
i społeczeństwem
. Poznań: "Rebis", 2003.
Galor Zbigniew, Goryńska-Bittner Barbara (red.), Nieobecność społeczna.
W poszukiwaniu sensów i znaczeń
. Poznań: Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych
i Dziennikarstwa, 2012.
Miczka-Pajest Monika, Podmiotowość człowieka w perspektywie nowoczesnej techniki. Bielsko-Biała: Wydawnictwo Akademii Techniczno-Humanistycznej, 2005.
 Sieńko Marcin, Człowiek w pajęczynie: Internet jako zjawisko kulturowe. Wrocław: Atut - Wrocławskie Wydaw. Oświatowe, 2002.
Toffler Alvin, Toffler Heidi, Budowa nowej cywilizacji: polityka trzeciej fali. Poznań: Zysk i S-ka, cop. 1996.


[1] Toffler A., Toffler H., Budowa nowej cywilizacji: polityka trzeciej fali, Poznań, 1996, s.17-60.
[2] Ibidem, s.29.
[3] Castels M., Galaktyka Internetu: refleksje nad Internetem, biznesem i społeczeństwem, Poznań, 2003.
[4] Stachura K., Wymiary cyfrowych nierówności. Uwagi o problemie technologicznej nieobecności, [w:] Galor Z., Goryńska-Bittner B. (red.), Nieobecność społeczna: w poszukiwaniu sensów i znaczeń, Poznań, 2012,  s.262-277.
[5] Castells M., op.cit., s.305-313.
[6] Sieńko M., Człowiek w pajęczynie: Internet jako zjawisko kulturowe, Wrocław, 2002, s.92-110.
[7] Miczka-Pajesta M., Podmiotowość człowieka w perspektywie nowoczesnej techniki, Bielsko-Biała, 2005, s.91.
[8] Laskowska M., Wartości realne i wirtualne. Studium aksjologiczno etyczne, [w:] Adamski A., Laskowska M. (red.), Nowe media – możliwości i pułapki, Opole, 2011, s.21-33.
[9] Dróżdż M., Nieusuwalność personalności w internetowych relacjach komunikacyjnych, [w:] Adamski A., Laskowska M., op.cit., s.35-54.

poniedziałek, 1 września 2014

Jak wygląda twoja "Omote"?

Przeczytawszy nagłówek jednego z artykułów na stronie Lost At E Minor pomyślałam, iż za jakiś czas będę mogła spać dłużej niż zwykle, bo chwile jakie poświęcam na makijaż nie będą ciągnęły się w nieskończoność. Tytuł artykułu dotyczy bowiem kwestii "Electronic Makeup", czyli makijażu wykonywanego elektronicznie, poprzez projekcję obrazów w czasie rzeczywistym na twarzy modelki. Prawdopodobnie moje nadzieje były płonne, jednakże zagadnienie wciąż warte jest uwagi.

Urządzenie tworzy model 3D twarzy, po czym rozpoczyna "malowanie". Możliwe jest uzyskanie wszelkich, nawet najbardziej zaskakujących obrazów, które dopasowują się do kształtu i ułożenia głowy. 

Całość wykreowana została przez japońskiego artystę Nobumichi Asai, przy współpracy charakteryzatora Hiroto Kwahara oraz francuskiego inżyniera - specjalisty w zakresie obrazów generowanych cyfrowo - Paula Lacroix. Nie dziwi mnie więc fakt, że w kreacji tej możemy dopatrywać się ukrytego przesłania. Tworzenie bowiem - przy pomocy technologicznych nowinek - kolejnych masek, pod którymi ukryjemy swoje prawdziwe oblicze doskonale wpisuje się w dość pesymistyczną wizję przyszłości, tudzież teorię płynnej nowoczesności. 

Sama technologia określana jako face-mapping istnieje już od kilku lat za sprawą firmy Samsung i jej kampanii marketingowej. Artysta twierdzi jednak, iż pragnął skupić się nie na technologii lecz na zagadnieniu, jakim jest ekspresja piękna oraz sztuka makijażu i charakteryzacji. Celem zespołu była również prezentacja japońskiego poczucia piękna szerszej, światowej publiczności.

Dodajmy jeszcze, zgodnie z informacjami widniejącymi na stronie internetowej artysty, iż "Omote" jest japońskim słowem oznaczającym "twarz" lub "maskę". Uważa się, że twarz jest rodzajem lustra, które odbija ludzką duszę oraz barierą pomiędzy "Omote" - tym co zewnętrzne a "Ura" - wnętrzem. Dodatkowo, w tzw. "Nogaku", czyli klasycznych japońskich sztukach muzycznych, maski Omote służą wyrażaniu wielkiej różnorodności dramatycznych emocji.



OMOTE / REAL-TIME FACE TRACKING & PROJECTION MAPPING from something wonderful on Vimeo.



Źródła:
http://www.nobumichiasai.com
http://www.lostateminor.com
http://vimeo.com/
http://time.com

piątek, 23 maja 2014

Zagłosujesz


Od dłuższego czasu jestem miłośniczką duńskiej kinematografii. Odkąd mogę, głosuję też
w wyborach do Europarlamentu. Okazuje się, iż w tym roku mam okazję przeanalizować oba te zjawiska jednocześnie, bowiem w nieoczekiwany dla mnie sposób, zetknęły się one w momencie promowania udziału w wyborach wśród młodych Duńczyków. Przekaz wykreowany w Danii niespodziewanie wzbudził zainteresowanie całej Europy i skłonił do dyskusji nad naszym, prawdziwie europejskim systemem wartości.

Zacznijmy jednak od szerszego omówienia zjawiska. W Polsce okres przed wyborami
do Parlamentu Europejskiego
kojarzy się źle. Jest to gratka dla wszelkiej maści specjalistów od reklamy i public relations – wreszcie można wykazać się swoją znajomością tematu i skrytykować nieudolne próby polityków by przykuć uwagę odbiorców. Odbiorcy zaś, na przykład ja, najpierw zwracają uwagę na omawiane przekazy a następnie, ze zmieszaniem graniczącym z przerażeniem, odwracają wzrok. Razi nie polityka sama w sobie i nawet nie populistyczne hasła wyborcze
(a przynajmniej nie tylko to). Poraża sposób realizacji spotów, techniczna strona filmów, ich wątpliwa estetyka i dyskusyjne zdolności copywriterów, którzy tworzyli hasła wyborcze. Pomiędzy reklamą margaryny do pieczenia „Palma z Murzynkiem” a spotem kremu do twarzy promowanego przez aktorkę 50+ bez żadnej zmarszczki na twarzy, rzucają się w oczy kiczowate, brzydkie, nieciekawe, odstręczające realizacje, „zachęcające” do głosowania na poszczególnych kandydatów. Całość takiego bloku reklamowego wydaje się być zaskakująco spójna pod względem treści i odczuwanego poziomu manipulacji oraz w interesujący sposób różnorodna pod względem wykorzystanych technik wizualnej ekspresji. Powszechna krytyka spotów wydaje się być tak samo uzasadniona, co zastanawiająca. W takich momentach bowiem, niezmiennie zadaję sobie pytanie: skoro wszyscy eksperci w dziedzinie reklamy, marketingu, wizerunku, którzy wypowiadają się
w mediach krytykują polskie spoty wyborcze, to kto je tak naprawdę tworzy?

Brodząc pośród natłoku brzydkich i odrzucających realizacji, polskie społeczeństwo stara się zadecydować, na kogo warto zagłosować a kto nigdy nie powinien reprezentować Polski na arenie międzynarodowej. Przejdźmy więc do kolejnego zagadnienia związanego z wyborami
do Europarlamentu
, a mianowicie – do kwestii samego udziału w wyborach. Powszechnie wiadomo, iż frekwencja jest tu zwykle niewielkie, a na pewno – niesatysfakcjonująca. Coraz popularniejsze stają się więc akcje, które zachęcają obywateli do oddania swojego głosu. Zwykle akcje te skierowane są do osób młodych, widać rządy europejskich krajów zgodnie twierdzą, iż należy inwestować w młodzież, starszych spisując na straty. Za 20 lat połowa populacji w wielu krajach europejskich będzie miała więcej niż 50 lat, także należy docenić ów brak logiki w działaniu. Niemniej jednak, jako osoba względnie młoda, zainteresowałam się spotem, którym sam Parlament Europejski zachęca nas do głosowania. Spot pod tytułem „And then came
a lot of sheep” to interesujący sposób wykorzystania storytellingu, by zaangażować widza
w odbiór komunikatu. Z owym filmem zetknęłam się na portalu youtube.com – emitowany był jako reklama przed właściwym materiałem video. Oczywiście, po kilku sekundach taką reklamę można pominąć. Ku mojemu własnemu zaskoczeniu – obejrzałam ją od początku do końca, straciłam całe dwie minuty mojego jakże cennego czasu (nie wiem dlaczego jest cenny, ale wszyscy tak mówią, więc ja także). Z mojego skromnego doświadczenia wynika, iż obejrzenie reklamy poprzedzającej film na portalu youtube.com to niezwykle rzadki przypadek. Dobry soundtrack, świetne zdjęcia
i montaż, wciągająca historia chłopaka, który po raz pierwszy w życiu ma szansę oddać głos w wyborach (co okazuje się niełatwym zadaniem) – wszystko to sprawia, że chętnie oglądamy taki komunikat.

Jednak oprócz samego Parlamentu Europejskiego, do głosowania w wyborach zachęcają swoich obywateli również poszczególne państwa europejskie i ich rządy. Polskie realizacje pominę
z aż nazbyt oczywistych powodów. Nie znaczy to jednak, iż spoty w innych krajach można uznać za bardziej udane. Duński parlament bowiem, zaczął zachęcać młodych do głosowania emitując kreskówkę. Kreskówkę specyficzną. Otóż, głównym bohaterem jest w niej Voteman („ten, który głosuje”). Bohater dawniej był zwykłym, nieciekawym chłopakiem, ale za misję życiową obrał sobie zmuszanie ludzi, do udziału w głosowaniu. W pewnym momencie swojego życia zdał sobie sprawę, iż nie oddając głosu w wyborach nie ma żadnego wpływu na regulacje klimatyczne, dotacje
w zakresie rolnictwa, zawartość chemikaliów w zabawkach czy nawet na obostrzenia w kwestii ilości cynamonu w jego ulubionych ciastkach.  Filmik rozpoczyna się rozmową dwóch kolegów. Jeden z nich czyta ulotkę opatrzoną flagą Unii Europejskiej i podejmuje decyzję, iż nie zagłosuje w wyborach. Po chwili zostaje z niego sama zakrwawiona głowa. Kolejny kadr przedstawia umięśnionego mężczyznę uprawiającego seks zbiorowy. Nie ma niedomówień, subtelności ani niejasnego przekazu – otrzymujemy jasny komunikat, widząc nagiego mężczyznę otoczonego przez wianuszek na wpół rozebranych, eksponujących swoje piersi i pośladki kobiet. Narządy płciowe są ocenzurowane. Voteman odbiera telefon – ktoś donosi mu o konieczności interwencji. Ubiera się więc, używa delfinów niczym nart wodnych i dociera na duńską ziemię, by siłą i przemocą zmusić obywateli do zawitania w pobliże urn wyborczych. Okłada ludzi pięściami po twarzy, wrzuca ich do lokalu wyborczego, nachodzi parę uprawiającą seks w łóżku by po chwili wyrzucić ich przez okno. Kreskówka została szybko wycofana z emisji, usunięta z profilu parlamentu duńskiego na portalu facebook i youtube, jednak odnalezienie jej w sieci nie stanowi problemu. Spot, na większości polskich stron internetowych, określony został jako „18+” (należy potwierdzić, iż jest się osobą pełnoletnią, zanim uzyska się możliwość obejrzenia go), bądź opatrzony jest komentarzem „Uwaga, spot zawiera treści wulgarne i brutalne”.

Przewodniczący parlamentu duńskiego Mogens Lykketoft wystosował komunikat:
„Wielu ludzi, do których opinii mam głęboki szacunek, oceniło film poważniej, jako bardziej obraźliwy niż to było zamierzone. Reakcje w mediach społecznych dzielą sie między tych, którzy uważają, że ten film to nieakceptowalna wulgarność, a tych, którzy myślą, że to niewybredny, ale akceptowalny humor, aby zwrócić uwagę na wybory 25. maja. Ta druga reakcja była tą zamierzoną. Przyznaję jednak,
że w przyszłości Parlament jako instytucja powinien bardziej zwracać uwagę na to pod czym się podpisuje.”
Na portalach facebook oraz wykop.pl pojawiły się rozmaite, czasem bardzo kreatywne komentarze, na przykład:

  • „Najlepiej zachęcą spotem...Jak nie pójdziesz, to cię zarżniemy jak żyrafę. Szurnięci Wikingowie.”

  • „Fuj, demokracja coraz niżej upada.”

  • „Swoją drogą… Zobaczcie, że nawet nie kryją tego, że chcą regulować takie głupoty jak np. ilość cynamonu w ciastku.”

  • „Ogólnie państwa skandynawskie mają manię na temat roli kobiety w  społeczeństwie oraz  właśnie reklamowaniu kobiet w negliżu, także zdziwiła mnie taka odważna formuła reklamy stworzonej przez rząd duński. Całe szczęście, widzę że chyba w Danii powoli się kończy tak daleko posunięta poprawność polityczna :)”
  • „To nie może być proeuropejski klip. Brak pedalskiej pary i kobiety z brodą”.


Pozostałe spostrzeżenia:
  •  delfiny w skórzanych obrożach z ćwiekami to ewidentny obraz znęcania się
    nad zwierzętami;
  •    zwróćmy uwagę na cenną informację na końcu klipu:
    „Żaden hipster nie ucierpiał podczas realizacji filmu”.
Reasumując, już w nieco bardziej poważny sposób, chcę podkreślić, że osobiście nie mogę oprzeć się wrażenie, iż tego typu spot mógł zostać wykreowany jedynie przez młody zespół ludzi, którzy walczą z konwenansami i dopiero rozpoczynają swoją karierę w branży reklamowej. Nie dziwi mnie fakt, iż taka reklama została stworzona, w żaden sposób nie zaskakuje mnie jej treść. Zadziwia jednak kilka innych kwestii. Po pierwsze, połączenie poważnej tematyki i istotnego dla Europy wydarzenia z beztroskim, dość wulgarnym i nietypowym przekazem. Po drugie, komunikat promujący udział w wyborach, który raczej zniechęca do głosowania, wzbudzając jedynie kontrowersje. Po trzecie, kampania łamiąca wszelkie zasady szeroko pojętej i szeroko promowanej poprawności politycznej i, po czwarte, przekroczenie granic nie tylko poprawności politycznej, ale także dobrego smaku. Nie sposób jednak zaprzeczyć, iż zgodnie z tym, co można przeczytać na wielu forach dyskusyjnych, duński spot stworzył możliwość otwartej dyskusji na temat wyborów do Parlamentu Europejskiego czy polityki europejskiej. Szkoda, iż dyskusja ta zdaje się być daleka od wszelkich istotnych zagadnień i merytorycznych argumentów.