Pokazywanie postów oznaczonych etykietą product. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą product. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 lutego 2014

Niezdrowa zdrowa żywność

Dlaczego wolę zwykłą drożdżówkę od produktów (rogalików, bułeczek) pięknie zapakowanych
w kolorowe, plastikowe opakowanie, jakie kupić można w niemal każdym sklepie spożywczym? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Tego typu przysmaki to dla mnie w 100% produkt sztuczny, z tzw. bezterminową przydatnością do spożycia, który prawdopodobnie nigdy nie spotkał się z mąką, czekoladą czy innym naturalnym składnikiem. Może nieco przesadziłam, ale zależy mi na podkreśleniu moich, i nie tylko moich motywów, dla których staram się unikać takowych "posiłków". Rogalik/drożdżówkę tego typu postrzegam jako słodycz, używkę, na równi
z batonikiem czy czipsami.

Okazuje się, iż powyższy tok rozumowania, został dostrzeżony przez twórców najnowszej kampanii reklamowej firmy produkującej rogaliki 7 days. Firma wprowadza bowiem na rynek nowy produkt: Borseto. Jak jednak skutecznie wprowadzić na rynek coś, co jest już dostępne
w podobnej postaci? Znaleźć cechę wyróżniającą, a jeśli takiej nie ma - wykreować ją. Najlepiej byłoby także, aby taka cecha trafiała w aktualną modę, na przykład tę na zdrową, pozbawioną konserwantów żywność. Reklama Borseto wydaje się być więc strzałem w dziesiątkę. Oczywiście jeśli założyć, że my - młodzi ludzie - jesteśmy "inteligentni inaczej".

W związku z tym, Borseto reklamowane jest jako "następca drożdżówki". Tak samo smaczne
i zdrowe, ale higienicznie zapakowane - żadnych zarazków! Do tego wypiekane tradycyjną metodą, z czterech zbóż, zawsze świeże i miękkie. Ot, kolejna reklama, która zakłada,
że odbiorcy nie myślą. Może i słusznie.

Koncepcja kreatywna i realizacja kampanii to dzieło agencji Red8 Advertising.
Akcja zaplanowana była na czas od 10 października 2013 do 26 listopada 2013. Do mnie dotarła dopiero kilka dni temu. Być może nie zaliczam się już do targetu, czyli ludzi młodych, ale z tym bym jednak polemizowała ;)

W ramach ciekawostki polecam zajrzeć na stronę Czytamy Etykiety, gdzie wyszczególniony jest skład produktu oraz nieźle napisana "recenzja".





Źródła:
http://www.wirtualnemedia.pl
http://czytamyetykiety.pl/

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Święta aż nazbyt świąteczne



Święta są miłe, nigdy nie byłam świąteczną malkontentką i zawsze twierdziłam, że każda okazja do świętowania jest dobra, a już szczególnie Boże Narodzenie. Choinka, prezenty, światełka, pierniczki i inne słodkości - całkiem przyjemne. Nie da się jednak pozostać bożonarodzeniowym entuzjastą, jeśli ma się do czynienia z pewnymi przekazami reklamowymi, które w dodatku atakują człowieka z wielką częstotliwością i nachalnością. Istnieje bowiem reklama zwiastująca rychłe nadejście świąt Bożego Narodzenia, na którą nie mogę patrzeć, i która, w moim mniemaniu,
jest raczej odrzucająca aniżeli zachęcająca. 

Mowa o świątecznej kampanii reklamowej firmy Apart. Wszystko zrobione pięknie i bez zarzutu,
a jednak u mnie wywołuje niesmak. Całość aż nazbyt piękna i idylliczna. Oczywiście pytanie,
czy po tego typu reklamie można było spodziewać się czegoś innego byłoby tu jak najbardziej na miejscu. Być może promocja prezentów świątecznych w postaci biżuterii musi wyglądać właśnie w ten sposób, jednakże w moim przypadku prowadzi do odruchowego sprzeciwu. Główni bohaterowie - skrajnie szczęśliwe małżeństwo - Sasha Knezevic i niesamowita, acz nietrudna do pomylenia z wieszakiem na ubrania, Anja Rubik odgrywają swoje role całkiem przekonująco. Oczywiście jeśli wierzyć, iż ciągle obecny, szeroki uśmiech na ich twarzach nie wywoła w końcu skurczu szczęki bądź innej niemiłej przypadłości.

Na różnorakich portalach odnalazłam wiele podobnie brzmiących artykułów i komentarzy,
na przykład:
"Nowym elementem świątecznej układanki jest pupil małżeństwa modeli, piesek Charlie. Anja Rubik rzadko rozstaje się z kundelkiem, którego dostała od męża w prezencie urodzinowym, można więc przypuszczać, że był on obecny na planie i idealnie wpasował się w rodzinne Święta przy bogato zdobionej choince. Apartowi znów udało się stworzyć wizję Świąt idealnych. Która kobieta nie marzy o posiadaniu długich nóg, brylantowej biżuterii i udanego związku?" 
lub
"Każda z nas po cichu marzy o idealnych świętach jak z kampanii Apart."

Naprawdę to nasze największe marzenia? Ach, jak słodko....



Źródła:
Snobka.pl i artykuł na temat kampanii
Elle 
Boska.pl

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Kraken dopadnie Cię szybciej niż myślisz

Sezon ogórkowy w pełni, również tutaj. Pora zacząć temu przeciwdziałać.

Przyjrzyjmy się więc wielkiej ośmiornicy, która atakuje niewinnych mieszkańców miasta
i sięga swoimi mackami tam, gdzie nie powinna. Napada znienacka i nie tylko na morzu.

Oprócz wpychania swoich macek w niepożądane miejsca, ośmiornica ma jeszcze jedno istotne, acz niezwykle trudne zadanie - wypromowanie nowej marki na rynku, na którym od podobnych, dobrze znanych marek aż tłoczno. Mowa o produkcie, jakim jest "Kraken Black Spiced Rum".


Cała kampania opiera się na dobrze pomyślanej historii. Sięga legend o potworze z głębin - Krakenie, który miał atakować statki na Morzu Karaibskim (czyli w okolicach, gdzie produkowany jest rum). Mamy więc świetny przykład storytellingu, spójnego i zaplanowanego dla wielu kanałów komunikacyjnych. Wszystko w kreacji jest mroczne, stylizowane, czarno-białe, tajemnicze, ale też eleganckie: zaczynając od strony internetowej, przez design etykiety
i butelki, billboardy 3D, filmy na youtube, profil na facebooku, gadżety (plakaty, ubrania, parasolki, ręczniki, torby, notatniki), aplikacje...




Najbardziej zainteresowała mnie jednak podstrona "Book", którą znajdziemy tutaj.
Jest to wirtualna książka, która szczegółowo omawia wygląd, budowę, naturalnych wrogów, genezę (sięgając do teorii ewolucji) Krakena oraz związane z nim legendy, sposoby walki
z potworem, jak również informacje dotyczące produkcji rumu.

Dyrektor kreatywny Mikal Reich twierdzi: "The Kraken Rum is dark and fun, like its fans.
The ads have to be that, as well. We plan to continue the advertising attacks in all mediums. Surprise is our best weapon against the powers which spend a captain's ransom."

Aż chce się zgłębić ową mroczną tajemnicę.


----------------


Źródła:
http://www.krakenrum.com/
http://www.krakenrumstore.com/collections/accessories
http://thefutureofads.com
http://www.adweek.com/adfreak
http://pinterest.com

środa, 17 lipca 2013

Chevrolet pobieżnie

W ostatnim czasie odwiedziłam kino i obejrzałam film "Iluzja", czy lepiej: "Now you see me".
Na filmie, w tym momencie, skupiać się nie będziemy, aczkolwiek trzeba przyznać, że jest całkiem niezły, bo nie nudziłam się w czasie seansu. 

Podczas oglądania zwróciłam szczególną uwagę na niewielką ilość lokowania produktu. Może nie byłam zbyt uważnym widzem, bo zauważyłam wyłącznie dwie lokowane marki i obie były markami samochodów. Tak więc, wszelkie pościgi i przejażdżki odbywały się BMW lub Chevroletem.
Stąd pomysł, by odnaleźć ciekawe reklamy tego drugiego i przyjrzeć mu się bliżej. Zastanawiam się także, jak często Chevroleta plasuje się w tego typu produkcjach - zwrócę na to uwagę
w kolejnych filmach, jakie będę miała okazję obejrzeć. 

Pierwsza z drukowanych reklam, która mnie urzekła, to dzieło McCannErickson, mające promować Zafirę. Podoba mi się nawet nie samo copy, ale ciekawa i nietypowa realizacja całego pomysłu, wykorzystane materiały itd.



Campbell wykreował taką oto reklamę, w której przypadło mi do gustu szczególnie hasło:




To na tyle jeśli chodzi o rzeczy, które na szybko znalazłam, i które wydają mi się najciekawsze. Niewiele. Trzeba będzie przejrzeć jeszcze reklamy telewizyjne.

Źródła:
http://adsoftheworld.com/

piątek, 28 czerwca 2013

Product displacement

Zjawisko product placement/lokowania czy też plasowania produktu jest znane wszystkim,
bo jak go nie znać, mając do czynienia z polskimi serialami... Tam produkty (czy też marki,
bo zazwyczaj o plasowanie marek tu właśnie chodzi) lokuje się tak natarczywie i ostentacyjnie, że nawet najmniej spostrzegawczy widz jest w stanie to zauważyć. Pewnie o to właśnie chodzi. Osobiście preferuję sposoby lokowania, które są nieco mniej narzucające się, ale o te
w polskich produkcjach trudno.

Bardziej interesujące od popularnego product placement wydaje mi się jednak mało znane
product displacement. Pierwszy raz dostrzegłam zjawisko w niezbyt ambitnym, acz miłym filmie -"Gnomeo i Julia", gdzie jeden z krasnali ogrodowych korzystał z laptopa, na którym widniało świecące logo, lecz wyjątkowo nie było to jabłuszko, a apetyczna gruszka.

Po takim wstępie nie muszę chyba tłumaczyć, o co w product displacement chodzi. Nie muszę,
ale mogę. Toteż śpieszę z wyjaśnieniem, iż product displacement to specyficzny sposób przedstawienia marki w przekazie audiowizualnym (zwykle telewizyjnym), który przypomina parodię dobrze znanego, rozpoznawalnego i kojarzonego z marką symbolu, logo. Może być to jabłuszko ugryzione z dwóch stron zamiast z jednej. Taki sposób przedstawienia marki,
po pierwsze, nie pociąga za sobą kosztów, jakie należy ponieść umieszczając w serialu lub filmie nazwę firmy czy jej prawdziwe logo. Po drugie, zwykle wykorzystywane jest w przekazach, które trafiać mają do specyficznych odbiorców - młodych, z dużych miast, wykształconych -i  wtedy sprawdza się lepiej, aniżeli tradycyjny product placement.

Przykładami filmów i seriali, w których doszukamy się product displacement są:
"Sex and the City", "Ja, Robot", "Casino Royale" ( właśnie za cudowny placement i displacement uwielbiam Bonda), "Simpsonowie" itd.

Lubię ten sposób lokowania marki, ponieważ, w przeciwieństwie do ostentacyjnego plasowania, odnoszę miłe, podbudowujące moje ego wrażenie, iż twórcy przekazu nie traktują mnie jak głupka, a może nawet więcej - wierzą w moją inteligencję (mniejszą lub większą) i ufają,
że prawidłowo odczytam żartobliwy komunikat. Często jednak, twórcy przekazu nie są tożsami
z przedstawicielami działu marketingu danej marki, ponieważ wciąż naprawdę rzadko displacement jest świadomie stosowaną techniką marketingową.

Niewiele informacji na temat product displacement można znaleźć w sieci, jeszcze mniej poza nią. Liczę na to, że wkrótce pojawi się ich nieco więcej. Samo zjawisko, jako jeszcze niezdefiniowane, może być traktowane również jako ukrywanie rozpoznawalnego znaku, by uniknąć opłat za jego wykorzystanie. I w tym wypadku brzmi już mniej fascynująco.

Podsumowując, product displacement można odczytywać w dwojaki sposób:
1. Jako technikę marketingową, mającą w ciekawy sposób zwracać uwagę odbiorcy na konkretną markę, ale bez epatowania jej logo czy nazwą.
2. Jako próbę uniknięcia opłat za wykorzystanie wizerunku marki. Widzowi zdaje się,
że ma do czynienia ze znanym logo, chociaż w rzeczywistości nie wszystko jest dokładnie tak, jak w faktycznym znaku firmowym.
Przypuszczam, że istnieje jeszcze trzeci sposób: czyli połączenie dwóch powyższych.










Źródła:
Juan Salvadro Victoria Mas, Hollywood i marki: Product placement w kinie amerykańskim. Warszawa: Wyd. SWPS Academia, 2010.

http://www.urbandictionary.com/
http://www.youtube.com/watch?v=VIvCfNKg8qM&feature=player_embedded
http://www.abc.net.au/tv/hungrybeast/stories/product-displacement/
http://en.wikipedia.org
http://hatalska.com/
http://productdisplacement.tumblr.com/